Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 listopada 2012

O diabłach na wózkach i nie tylko - artykuł o "Diabłach Łódź" w Gazecie Edukacyjnej


Rugby na wózkach powstało w roku 1977 w Kanadzie w mieście Winnipeg, stolicy prowincji Manitoba. Sport ten to niejako połączenie koszykówki na wózkach, tradycyjnego hokeja na lodzie oraz futbolu amerykańskiego. Rugby na wózkach (RnW), jak podają internetowe źródła, wymyślone zostało przez trzy osoby, z których dwie posiadały tetraplegię, czyli paraliż czterokończynowy, a trzecią osobą był pełnosprawny architekt projektujący obiekty rekreacyjne dla osób z niepełnosprawnością…

Zachęcam do przeczytania całego artykułu, który znajduje się w Gazecie Edukacyjnej: http://www.gazeta.edu.pl/O_diablach_na_wozkach_i_nie_tylko-95_1064-0.html

środa, 24 października 2012

Bądźmy wytrwali i cierpliwi


Nie zawsze jest w życiu tak, jak tego byśmy chcieli. Czasem sprawy zbaczają z drogi, po której chcieliśmy, by się poruszały. Wtedy ważna jest nasza samodyscyplina. Byśmy byli tacy, jak kierowca formuły, który tracąc panowanie nad samochodem, nie skupia się na barierce, w którą za chwilę może uderzyć, lecz na trasie, po której dalej chce jechać.

Patrząc w życiu na to, czego chcemy, dążymy w kierunku zdobycia tych rzeczy. Kiedy sprawy toczą się po gorszych torach, musimy to przetrzymać. Przetrwać. W życiu są okresy wzrastania, prosperity, rozwoju i okresy, w których sprawy nasze mają się gorzej. To normalne. Dlatego też, gdy dzieje się nam nie tak, jakbyśmy tego oczekiwali, bądźmy wytrwali i cierpliwi. Pamiętajcie, że wreszcie przyjdzie chwila, przyjdzie ten dzień, w którym znowu wszystko ułoży się pomyślnie.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Mamo, Przemek nie jest...


Jakiś czas temu syn mojej znajomej – chłopiec niespełna 10 letni, którego bardzo polubiłem, kiedy go tylko poznałem – powiedział swojej mamie piękną rzecz, którą to potem ta mama, moja znajoma, mi przekazała. A szło to mniej więcej tak: „Mamo, Przemek nie jest niepełnosprawny. Przemek tylko nie ma rąk.” Powiem szczerze, że urzekły mnie te słowa. Będę pamiętał je już zawsze. 

piątek, 27 kwietnia 2012

Spotkanie w LO XXXIII


We wtorek, 24-ego kwietnia, miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu z uczniami LO 33 w Łodzi. Frekwencja dopisała, było ok. 30 osób. Wśród nich kilku nauczycieli i wychowawców.

Liceum Ogólnokształcące nr 33 w Łodzi posiada kilka klas integracyjnych. Podczas wtorkowego spotkania rozmawialiśmy o niepełnosprawności. Miałem okazję odpowiadać na często niełatwe i odważne pytania licealistów oraz pedagogów.

Jestem mile zaskoczony dojrzałością młodych, w większości 16 i 17-letnich ludzi. Niejeden dorosły może im pozazdrościć bystrości umysłu i otwartości. Cieszę się, że mamy taką młodzież - ich postawa i podejście do spraw niepełnosprawności i drugiego człowieka zasługuje na uznanie.

Nie chodzi tu o jakąś egalitarność i populistyczne hasła, że wszyscy jesteśmy równi i tacy sami. Ci, którzy głoszą te poglądy, często są hipokrytami. Jest wielu, którzy „walczą o prawa słabszych”, nie mając kompletnie o tym pojęcia.

Każdy z nas jest indywidualnością. I do każdego trzeba jak do indywidualności podchodzić. Przede wszystkim jak do człowieka. Część „walczących o prawa słabszych” dzieli ludzi na pełnosprawnych, niepełnosprawnych itp. Najpierw mówią, że niepełnosprawni są tacy sami, jak reszta, a kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że niepełnosprawny ma być traktowany inaczej. Często jak ktoś słabszy.

Można by pisać o tym długo, ale nie dziś i nie teraz. Na koniec chciałem podziękować wszystkim, którzy byli ze mną na spotkaniu we wtorek – 24 kwietnia, w LO 33. 

VI Bieg Wdzięczności

Są ludzie, którzy naprawdę potrafią cieszyć się życiem

W dniu 22 kwietnia w Konstantynowie Łódzkim odbył się VI Bieg Wdzięczności za Pontyfikat Ojca Świętego Jana Pawła II. Nad wydarzeniem patronat objął Marszałek Województwa Łódzkiego – Witold Stępień.

Jedną z kategorii biegaczy były osoby z niepełnosprawnością. Mieli oni tu swoje pięć minut, podczas których mogli zaprezentować swą niespożytą energię, zacięcie i wolę walki. Nie obyło się bez łez. Każdy lubi wygrywać, lecz zwycięzca jest tylko jeden… Czy oby na pewno?

Największą wygraną jest pokonać samego siebie i własne słabości. Największą nagrodą – duma, którą się czuje z powodu podjętej walki. Były także nagrody materialne. Kolega Jacek (na zdjęciu) udowodnił, że numer 13 przynosi szczęście, odbierając po raz drugi – pierwszy raz dwa lata temu – nagrodę, którą był rower górski.

Gratuluję wszystkim Uczestnikom i Organizatorom Biegu! Dzięki Wam Świat jest piękniejszy!!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Jak uprzedzam uprzedzenia, czyli mój najnowszy artykuł w GE

Uważam, że warto mieć marzenia, wierzyć w nie i w to, że się spełnią. Potem należy przystąpić do działania, by je realizować. Każdą przeszkodę da się pokonać, każdą porażkę można obrócić w wygraną. Wytrwałość to ważna cecha. Legenda głosi, że Edison zanim wynalazł żarówkę, 99 razy poniósł porażkę. Tak więc: kto ma cierpliwość i wytrwałość i podeprze to wiarą i działaniem - może mieć wszystko.

Mój najnowszy artykuł w Gazecie Edukacyjnej: http://www.gazeta.edu.pl/Jak_uprzedzam_uprzedzenia-95_1001-0.html

czwartek, 5 kwietnia 2012

List DSM-a

Musisz być wytrwały. Nie poddawać się, walczyć. Zawsze do końca. Znaczy do skutku. Bądź świadom, że upadniesz nie jeden raz. Nie jeden raz się przewrócisz. Nie raz poczujesz, że masz już dosyć. Przyjdzie Ci do głowy myśl, żeby odpuścić. Ale to właśnie w takich chwilach sprawdzasz swój charakter. To chwile próby, które daje nam Bóg, byśmy mogli wyjść z nich zwycięsko. Lub się poddać, odpuścić sobie. Wybór należy do nas. Wytrwałość będzie wynagrodzona. Nie od razu, ale bądź cierpliwy.

Nie raz na swojej drodze spotkasz ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli będą przyciąć Ci skrzydła, ponieważ stwierdzili, że latasz za wysoko. Nie podoba im się to. Twój optymizm i wiara w siebie nie jest im mile widziana. Być może znajdą się wśród nich tacy, którzy intencje będą mieć dobre, szczere. Ale uważaj na nich, bądź czujny. Musisz być silny, by im nie ulec. Ponieważ łatwo przychodzi im burzenie czyjś marzeń. Uważaj, by nie zniszczyli Twoich.

Bądź wielki w rzeczach małych, a kiedy przyjdzie rzecz wielka, w niej także będziesz wielki. Miej marzenia, spełniaj je. Rozwijaj się, pracuj nad sobą. Nie raz przyjdzie do Ciebie strach. Ale kiedy go dobrze poznasz, stwierdzisz, że ma on wielkie oczy. Często będziesz bał się rzeczy, których nie ma. Bądź tego świadom.

Ciesz się każdą chwilą. Dziękuj Bogu za każdy dzień. Proś o rzeczy wielkie, a jeśli będziesz wierzył – otrzymasz to, o co poprosisz. Bądź świadom tego, że często nasze prośby nie są spełniane dosłownie, czasem przychodzą w innej postaci. Uważaj też na to, o co prosisz.

Kiedy przyjdą do Ciebie gorsze chwile, nie przejmuj się zbytnio. Patrz w przód, tam, gdzie Twój cel. To sztuka być w jak najlepszej formie, kiedy okoliczności nie są nam miłe, kiedy nam nie sprzyjają. To kolejne chwile próby, które musisz przejść zwycięsko. I pamiętaj, że w każdej porażce jest ziarnko sukcesu.

Mam dla Ciebie jeszcze sporo rad. Jeszcze wiele chcę Ci powiedzieć. Ale na dziś wystarczy. Do zobaczenia wkrótce. Pozwodzenia!!

Podpisano: DSM do Przemka

czwartek, 29 marca 2012

"Diabły" coraz lepsze!

Byłem dziś, a właściwie to już wczoraj, bo mamy godzinę 24-tą z minutami, na treningu „Diabłów Łódź”. Chyba jeszcze o tym nie mówiłem, a więc teraz to zrobię: drużyna „Diabłów” ma treningi w każdą środę o godzinie 16:45 w LO XXXIII na osiedlu Retkinia.

Trening dzisiejszy był raczej lekki, tzw. rozruchowy, mówiąc sportowym językiem. Drużyna w weekend uczestniczyła w rozgrywkach Ligi Rugby Na Wózkach, które odbywały się w Radomiu. Z tej przyczyny czynię ten krótki wpis.

Miło było posłuchać opowieści z tego wyjazdu, a jeszcze milej było widzieć radość na twarzach rugbistów, kiedy opowiadali, jak to dali lanie trzem z sześciu drużyn, z którymi grali. To wynik niesamowity! Widać, że ciężkie treningi przynoszą efekty. „Diabły” z każdym dniem coraz lepsze – gratuluję!!

wtorek, 27 marca 2012

Uprzedź Uprzedzenia u Rzecznika Praw Obywatelskich


Wpis mój będzie krótki. Niecałą godzinę temu dotarłem do domu. Byliśmy z całą ekipą Uprzedź Uprzedzenia (http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/) w Warszawie – u Rzecznika Praw Obywatelskich. Wizytę zaliczam do udanych. Nasze wystąpienia także. Dotyczyły one oczywiście zmiany wizerunku osób z niepełnosprawnością w oczach reszty społeczeństwa. Podeszliśmy do tej sprawy z kilku różnych stron. Miałem także swoje pięć minut, podczas których mówiłem o przedsiębiorczości OzN, bazując na świeżym doświadczeniu, jakie mam w tej dziedzinie. Planuję napisać na temat wizyty obszerniejszy artykuł, w którym dowiecie się trochę więcej na temat tego ciekawego wydarzenia.

Uwieńczeniem projektu Uprzedź Uprzedzenia była także prezentacja Megazinu, który składa się z artykułów napisanych przez całą naszą ekipę. Jest także tekst, o którym wspomniałem w swoim poprzednim poście. Mam już kilka egzemplarzy naszego dzieła w domu. Będę w posiadaniu, już niebawem, następnych.

Kończąc ten wpis, spełniam obietnice Ani, mojej koleżanki, członkini ekipy UU, już niebawem – trzymam kciuki, obrona w dzień moich imienin, 13 kwietnia – Pani Doktor. Obietnice spełniam, robię to z przyjemnością: POZDRAWIAM SERDECZNIE CAŁĄ WSPANIAŁĄ EKIPĘ UPRZEDŹ UPRZEDZENIA!! 

sobota, 24 marca 2012

Hej, Diabły Łódź!

„Diabły Łódź” to grupa pozytywnych ludzi. To, że poruszają się na wózkach – to szczegół. Ważniejsze jest tu coś innego. Niesamowita siła, która emanuje z tych osób. Wiara w siebie, ambicja, konsekwencja. Wytrwałość – to ona prowadzi ich do celu.

Tutaj nikt nie płacze, że złamał mu się paznokieć. Nikt nie narzeka, że nie ma czego na siebie włożyć. Nikt tu nie strzela focha, bo ktoś mu powiedział coś dwuznacznego, niemiłego. Tutaj problemy mają zupełnie inny wymiar. To tak jak z mężczyzną, który narzekał, że nie ma butów, aż wreszcie spotkał człowieka bez nóg.

Mówisz o szkole życia… Chcesz zobaczyć, czym jest szkoła życia? Przyjdź na trening Rugby na Wózkach. Może wtedy twoja szkoła życia przestanie być szkołą. Stanie się co najwyżej szkółką. Dla ciebie i ludzi podobnych tobie, którzy szkołą życia nazywają zarobienie pierwszego tysiąca.

Zapraszam wszystkich na oficjalną stronę „Diabłów Łódź”: http://www.diably-lodz.pl/.

PS Niebawem ukaże się megazin, a w nim obszerniejszy artykuł ze zdjęciami „Diabłów Łódź”. Proszę o cierpliwość. Więcej informacji tutaj: http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/

sobota, 21 stycznia 2012

Żyjmy!

„Nie ma żadnych dowodów na to, że życie jest poważne”. Nie ma też żadnych dowodów na to, że żyjemy więcej niż raz. Nie ma racjonalnych, stuprocentowych dowodów na to, że jest coś takiego jak życie po śmierci. To, że ktoś w to wierzy, to rzecz inna. To, że w to, co wierzymy, staje się dla nas rzeczywistością – jest w tym momencie nieistotne.

U jednych świadomość śmierci wywołuje postawę nihilistyczną. Po co mam żyć, jak i tak kiedyś umrę? Po co mam się starać, dążyć do czegoś, jak kiedyś przyjdzie dzień, w którym nic nie będzie ważne? Po co to wszystko – skoro kiedyś nadejdzie kres?

Ale są też ludzie, u których świadomość śmierci; tego, że życie jest jedno – sprawia, że cenią oni każdą chwilę, chcą przeżyć swoje życie najlepiej, jak tylko się da. Część z nich otarła się o śmierć. Jeden niefortunny skok do wody sprawił, że całe swe życie przeżyją na wózkach, sparaliżowani, niepełnosprawni. Czy chwila narodzin dziecka była dla tej matki szokiem, kiedy zobaczyła, że jej syn przyszedł na świat bez kończyn…?

Niepełnosprawność nie jest przeszkodą w realizacji marzeń. Niepełnosprawność nie oznacza nieszczęścia. Niepełnosprawność nie wyklucza możliwości posiadania pasji. Wprost przeciwnie. Niepełnosprawność może być szansą. Są ludzie, którzy to zrozumieli. Otarli się o śmierć, dzięki czemu dziś cenią życie nieporównywalnie bardziej, niż przedtem.

Jeśli nie wiesz, po co żyjesz – to po co żyjesz? Życie jest za krótkie, by się zastanawiać nad rzeczami nieistotnymi. Życie jest za krótkie, by wspominać błędy i przegrane z przeszłości. Życie jest za krótkie, by rozpaczać. Życie jest po to, żeby żyć – i przeżyć swoje życie jak najlepiej. Mieć pasje, mieć cel, mieć marzenia. Wierzyć, działać, rozwijać się, dążyć do doskonałości. 

piątek, 30 grudnia 2011

Mój przyjaciel OzN

W Gazecie Edukacyjnej pojawił się mój nowy tekst. Jest on relacją z zajęć nt. tolerancji, które poprowadziłem  – wspomagany przez kilka innych osób – w Szkole Podstawowej im. Ryszarda Wyrzykowskiego w Bełdowie. Jeśli chcecie wiedzieć więcej – oto link: http://www.gazeta.edu.pl/Moj_Przyjaciel_inwalida-95_963-0.html

poniedziałek, 14 listopada 2011

Chcę czuć się dobrze. A Ty?

Piękny był dzisiejszy dzień. Rzadko który taki nie jest. Ponoć tylko dobre dni wnoszą dobre rzeczy do naszego życia.

Myślę, że wiele zależy od nas, czy dni są udane, czy też takimi nie są. Ja dzisiejszego ranka obudziłem się z uśmiechem, po czym powiedziałem sobie, że spędzę piękny, wyjątkowy dzień.

To, że czuję się dobrze, było chyba po mnie widać. Jedna pani, kompletnie obca – już niemłoda – rzekła do mnie wysiadając z autobusu: jest pan przystojny i inteligentny. Trochę się speszyłem. Po czym się uśmiechnąłem i powiedziałem: miło mi, dziękuję. Miałem spytać, skąd wie, że inteligentny. Lecz nie zdążyłem. Poszła sobie.

Teraz już wiem, jak mogą czuć się ludzie na ulicy, kiedy do nich podchodzę i mówię jakiś tekst „od czapy”. Dawno tego nie robiłem. Może to i dobrze. Chociaż ostatnia reakcja obcej osoby na mój komplement była bardzo pozytywna. Pisałem o tym wydarzeniu na blogu kilka tygodni temu [http://pr-wieczorek-dsm.blogspot.com/].

Doszliśmy tak do dwóch kwestii, które są w naszym społeczeństwie odbierane naprawdę różnie. Pierwsza to zagadywanie do obcych ludzi na ulicy, druga – prawienie komplementów i reakcja na nie. A już prawienie komplementów obcym ludziom – to jest dopiero sprawa! Mam swoje zdanie na ten temat. Pewnie je znacie. Ciekawe, co Wy o tym myślicie… Nie mam tu na myśli, oczywiście, jakiejś chorej upierdliwości. Prosty, lapidarny komplement – i już. Potem, bez słowa, bez czekania – zbyt długiego – idziemy dalej, jakby nigdy nic. A jeśli nie idziemy, a stoimy, to wracamy do poprzedniej czynności.

Kiedy czujemy się dobrze, dobroć z nas emanuje. Kiedy czujemy się atrakcyjni, atrakcyjność także z nas emanuje. Mógłbym skupić się na brakach, na tym, że nie mam rąk, ale wtedy nie czułbym się dobrze. Chcę czuć się dobrze, dlatego też skupiam się na pozytywach. Wam także, jeśli chcecie czuć się dobrze, szczerze to radzę. 

niedziela, 13 listopada 2011

Odpowiednie pytanie

Gdybym po wypadku zadawał sobie zbyt często i zbyt długo pytanie – czemu akurat mnie to spotkało? – nie zaszedłbym nigdzie. Mało tego – stałabym w miejscu, w ogóle nie ruszył. Stałbym tak długo, aż wreszcie zacząłbym się cofać. Cofnąłbym się tak daleko, aż do miejsca, z którego nie ma już odwrotu. Tak przegrałbym swoje życie.

Ale ja zadałem sobie inne pytanie. Jak mogę wykorzystać tę sytuację? Co mam zrobić, by wykorzystać tę sytuację w taki sposób, by przyniosła mi ona korzyści? Nie mówię bynajmniej o tych materialnych. Tu chodziło i nadal chodzi o całe moje życie.

Tak udało mi się przewartościować wiele wartości. Te pozytywne stały się jeszcze bardziej pozytywne. Te negatywne zaczęły wywoływać we mnie cierpienie, tak duże, że już nie chcę więcej przeżywać ich w życiu. Dlatego też nawet o nich nie myślę. Dziś chcę się rozwijać i piąć do góry. 

czwartek, 20 października 2011

Drugie warsztaty UU - relacja.

http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/2011/10/nie-ma-ze-boli.html

<< Nie ma, że boli… Czas zakasać rękawy i brać się do dalszej pracy! Odkładanie „na jutro” odpada - dyskryminacja nie śpi. Żeby niepełnosprawność nie przeszkadzała dostrzec „człowieka w człowieku” - konieczny jest remanent i remont. Ekipa „Uprzedź uprzedzenia”, czyli dwudziestu młodych aktywistów i liderów z całej Polski już to wie. W zeszły weekend tzn. 15-16 października 2011 r. w Warszawie ekipa po raz kolejny się spotkała, aby wspólnymi siłami pchnąć sprawy do przodu i aby przyczynić się do zmiany postrzegania niepełnosprawności w wymiarze społecznym i prawnym. >>

niedziela, 2 października 2011

Wierzę w te wartości

Co prawda nie przeczytałem jeszcze całego Pisma Świętego (jestem w trakcie lektury), ale kojarzę Jego niektóre fragmenty, szczególnie te z Nowego Testamentu, traktujące o wierze.

Pamiętam, że kiedy Jezus uzdrawiał, mówił, że to nie On, Jezus Chrystus, uzdrowił schorowanego, a mocna, silna wiara tejże osoby. Twierdził także Jezus, że silna wiara potrafi przenosić góry.

Dzieje nam się według naszej wiary – to prawidło stare niemal jak świat. Sprawdza się ono doskonale w naszym codziennym życiu. Nie wiem, czy Wy to także u siebie zauważyliście, ale ja, kiedy uwierzę w coś mocno, to to coś staje się dla mnie rzeczywistością.

A w co wierzę? Oto jest pytanie! Spróbuję, przynajmniej po części, na nie odpowiedzieć. Wymienię kilka najważniejszych WAROŚCI, w które wierzę.

Po pierwsze: Wierzę w Boga. Wierzę w to, że On istnieje. Od urodzenia, a właściwie to od chrztu – jestem Katolikiem. Nie twierdzę jednak, że ta doktryna religijna jest jedyną prawdziwą. Są ludzie – chrześcijanie, mówiący, że KRK to dzieło samego Szatana. Czytałem niektóre argumenty za tym przemawiające. To zastanawiające i zajmujące, chociażby dlatego, że – prawdopodobnie – największy na świecie, należący do Watykanu, teleskop nazywa się Lucifer-1. No, ale Lucyfer znaczy ponoć „niosący światło”, więc co w tym złego? Powiem szczerze, że sam nie wiem, co o tym myśleć. Jednak to nie jedyna tajemnicza sprawa związana z KRK. Ale, wracając do mej wiary – powtórzę: wierzę w Boga. W Boga, a nie w Kościół.

Chyba jakoś musieliśmy powstać. Nawet jeśli początkiem był Wielki Wybuch, to co było przed nim – nic? Jak nie było nic – to skąd Wielki Wybuch? A może – i w to wierzę – od zawsze istnieje Stwórca, który powołał nas do życia? Tym Stwórcą jest Bóg, który jest wszechmogący, wieczny i nieśmiertelny.

Wiem, że część postępowych inteligentów stwierdzi, żem naiwny, bo wierzę w takie bajki. Jak to niektórzy ateiści mówią: „nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki”. No, OK., ale w coś i tak muszą wierzyć. Nie wierzą w nic tylko nihiliści, a ateista i nihilista to nie to samo.

To, że wierzą w człowieka – wiem. Tyle że dla większości z nich człowiek jest tylko przedłużeniem formy zwierzęcia. Raczej takie myślenie jest dla mnie śmieszne i to właśnie je schowałbym między bajki. A czy Wielki Wybuch nie ma w sobie cech bajecznych?

Mógłbym pisać o tym bardzo długo. Mógłbym mówić o swojej wierze w Boga bez końca. I nie jest prawdą to, co powiedział słynny ateista Andrzej Nowicki, że tam gdzie jest Bóg, nie ma miejsca dla człowieka. Właśnie tam, gdzie jest Bóg, tam człowiek i tam jego człowieczeństwo stają się pełniejsze. A tam, gdzie Boga nie ma, człowiek skłania się ku zezwierzęceniu.

Po drugie: Wierzę w siebie. Bóg stworzył mnie na swoje podobieństwo, dlatego też kocham siebie i szanuję, bo wiem, że jestem do Boga podobny. Bóg jest doskonały, a ja, jako człowiek, stworzony na Jego obraz – idę w stronę doskonałości. Dążę w stronę doskonałości, stając się z każdą chwilą coraz lepszy. Pracuję nad sobą, by się rozwijać, by czynić postęp. Potrzebna jest do tego mocna wiara w siebie. Potrzebna jest siła, którą mam – właśnie dzięki tej wierze.

O tym także mógłbym mówić i pisać bez końca. Być człowiekiem to rzecz piękna. Człowieczeństwo to rzecz wzniosła.

Po trzecie: Wierzę w to, że jestem nieśmiertelny. Że byłem tu i będę na zawsze. Że trwałem i trwać będę nadal, aż po ostatni dzień – jeśli w ogóle on kiedyś nastąpi. Wierzę także w świat i ludzi. Wierzę w miłość, dobro i piękno. Wierzę, że jeśli postępować będę w zgodzie z samym sobą i z tym, co we mnie najlepsze i najpiękniejsze – wszystko w moim życiu będzie układać się według moich pozytywnych myśli.

Na koniec powiem, że choć życie traktuję po części jako misję i chcę przeżyć je jak najlepiej tylko potrafię – wiem, że jest ono największą i najpiękniejszą przygodą, jaka mogła mi się przytrafić. No – w to też wierzę! Całym sobą! 

wtorek, 20 września 2011

Wytrwałość II

Jeśli czegoś bardzo chcemy – nie ma takiej siły, która mogłaby nas powstrzymać. Ale musimy tego chcieć całym sobą, mocno wierzyć, że uda nam się to osiągnąć. Nie wystarczą same chęci. Potrzebne są tu chęci podparte wiarą.

Wiara, jak mówiłem nieraz ja i mówiło to wielu mądrzejszych przede mną – czyni cuda. Mocna wiara w siebie i we własne możliwości jest niebywałą zaletą, która potrafi przenosić góry. Jeżeli w coś bardzo wierzysz i nie wątpisz w to – staje się to dla ciebie rzeczywistością.

Wielu chorych ludzi dzięki swojej wierze zdrowiało. Jezus, kiedy uzdrawiał, mówił do osoby uzdrowionej – to twoja wiara cię uzdrowiła. Wiara to bardzo silna cecha, dzięki której można osiągnąć w życiu niemalże wszystko.

Trzeba przy tym uważać, by w naszą wiarę nie wkradało się zwątpienie, które łatwo może wszystko zniszczyć. Póki pcha nas do przodu wiara, wszystko jest OK., ale kiedy tylko wkrada się w nią zwątpienie, łatwo wszystko można popsuć.

Pamiętam fragment Pisma Świętego, w którym Jezus mówił o tym, jak wielką moc posiada w sobie wiara. Poza tym, że potrafi ona uzdrawiać schorowanych, ma także możliwości do tego, by przenosić góry. Ale – o czym mówił już sam Jezus – nie można wątpić, bo zwątpienie to coś, co może wszystko zepsuć.

Nawiązałem do Pisma Świętego. Przyznam się, bez bicia, że nie przeczytałem Go jeszcze całego. Jestem w trakcie lektury. Skończę czytanie jeszcze w tym roku. Gdybym miał więcej czasu, zrobiłbym to zapewne szybciej. Ale powoli, cierpliwie, uważnie, bez pośpiechu pochłaniam kolejny wers za wersem.

Ostatnimi czasu jest to mało-modne, ale: tak, czytam Pismo Święte. Czytam Pismo Święte i z każdym dniem coraz mocniej wierzę w Boga i coraz bardziej uświadamiam sobie to, że jestem chrześcijaninem. Kiedy człowiek postępuje w zgodzie z zasadami chrześcijańskimi – życie staje się łatwiejsze.

Każdy ma chwile słabości, chwile, w którym ulega pokusom – to rzecz normalna. Tylko że po co dawać temu przyzwolenie? Dziś są czasy, w których – tak mi się wydaje – człowiekowi na więcej się przyzwala. Wiem, że kiedyś ludzie też grzeszyli, też postępowali nie tak, jak trzeba, ale kiedyś nie było na to ogólnego przyzwolenia. Jeśli postąpiłeś źle – OK., stało się, każdy popełnia błędy. Ale po co o tym mówić głośno?

W jakim celu nagrywa się piosenki, w których śpiewa się o tym, że wierność jest nudna? W jakim celu powstają seriale, w których główni bohaterowie jawnie grzeszą? Po co to wszystko?

Myślę, że prezentowanie takich zachowań, powoduje, że zwykły człowiek czuje się usprawiedliwiony, kiedy zdradzi swojego partnera lub zrobi inną rzecz niezgodną ze swym sumieniem. Przecież robią tak gwiazdy, osoby szanowanie i podziwiane, to on także może.

Każdy człowiek jest sam odpowiedzialny za swoje życie. I myślę, że nie powinien zrzucać odpowiedzialny na sytuację czy atmosferę. Chodzi mi o to, że niektórzy usprawiedliwiają swoje niecne czyny, twierdząc, że tak się stało, że zdradziłem/zdradziłam, ponieważ ogólna atmosfera mnie do tego skłoniła. Mówiąc ogólna atmosfera, mam na myśli np. jakąś imprezę. Wszyscy popiliśmy, ja też, atmosfera była bardzo luźna, więc zdradziłem/zdradziłam. Poniosło mnie, zapomniałam się.

Według mnie to nie jest żadne usprawiedliwienie. Ale niech każdy postępuje tak, jak czuje. Niech każdy robi to, co uważa za słuszne. Jeśli ma ochotę zdradzać – niech zdradza. Ale nie chciałbym, żeby takie zachowania były usprawiedliwiane i przyzwalane przez ogół. Dlaczego? Dlatego bo zaraz wszyscy zaczną zdradzać, kraść, zabijać, a potem to usprawiedliwiać.

Ale powróćmy do naszej wiary, o której pisałem na początku. Wiary, dzięki której potrafimy osiągnąć w życiu niemalże wszystko. Wiary w siebie i we własne możliwości. Wiary w to, że jeżeli czegoś bardzo chcemy, to to osiągniemy.

Do wiary dodajemy motywację. Później do tego wsypujemy garść siły. Potem działamy, mając ciągle na uwadze nasz cel. Coraz mniej rzeczy staje się niemożliwych. Coraz więcej furtek staje przed nami otworem.

Świetnym tego przykładem jest nasz ostatni sztafetowy bieg do stolicy. Ludzie, którzy brali w nim udział, bili swoje rekordy. Pozwalam sobie jeszcze raz wrzucić do niego (relacja) link: http://www.wsp.lodz.pl/news-387.html.

Zwróćcie uwagę, że biegły z nami osoby na wózkach. Całym bohaterem biegu był Zbyszek, który biega o kulach. Ma na swoim koncie pół-maraton, czyli 21 kilometrów. To dowody na to, że jeśli czegoś bardzo chcemy – osiągniemy to. Trzeba tylko naprawdę tego chcieć, a potem połączyć ze sobą wiarę, motywację, siłę, działanie. I wytrwałość, o której pisałem w poprzednim poście.

Pozdrawiam serdecznie! I życzę Czytelnikom samych sukcesów!

PS I nie poddawajcie się, kiedy coś Wam nie wyjdzie. Każda porażka ma w sobie zalążek sukcesu. Wygrywają ci, którzy walczą do końca!

poniedziałek, 19 września 2011

Wytrwałość

Nieraz na swojej drodze spotykałem przeszkody, które wydawały się nie do pokonania. Były tak wielkie, że mogłem rzucić wszystko i powiedzieć „basta, ja już nie chcę, nie mam siły”. Zostawić to wszystko, dać za wygraną. Poddać się.

Na szczęście nie zrobiłem tego. Wiem, że gdybym tak postąpił, gdybym się poddał, oznaczałoby to moją porażkę. A, jak wiadomo, nikt nie lubi przegrywać. Ja nie lubię przegrywać do kwadratu.

Zawsze w tych trudnych chwilach odnajdowałem w sobie jakąś siłę, która pozwalała mi je przetrwać. To taka jakby wytrwałość, która nie pozwalała mi, bym przestał walczyć. Dzięki niej rozwijam się, czyniąc postępy w swoim życiu.

Czasem też mam chwile, w których czuję się gorzej, lecz wiem, że muszę iść do przodu, bo jeśli się zatrzymam, zacznę się cofać. Życzę Wam wiary we własne siły!

czwartek, 15 września 2011

Dobiegliśmy do stolicy!

Dziś nic nie piszę. Dziś wrzucam relację (link) z naszego biegu, który odbył się w minioną sobotę – 10 września – a zakończył w niedzielę. Przebiegliśmy z Łodzi do Warszawy!

http://www.wsp.lodz.pl/news-387.html

wtorek, 30 sierpnia 2011

Bieg do stolicy

"W sobotę 10 września grupa biegaczy pełno- i niepełnosprawnych ruchowo wystartuje o godz. 20.00 z Łodzi, żeby następnego dnia, w niedzielę 11 września, dobiec do Warszawy"


Też będę biegł. Oto link, gdzie możecie dowiedzieć się więcej:
http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html