wtorek, 31 maja 2011

Czas na zwycięstwo !

Czym jest życie? - życie to najpiękniejszy i największy dar od Boga lecz czasem nadchodzi czarna kurtyna niepełnosprawności a osoba która zostaje za kurtyną jest zgnieciona dźwigiem niepełnosprawności, czasem osoba gnieciona udaje że wszystko jest w porządku przed ludźmi i przed samym sobą, a tak naprawdę w środku człowieka ściska a w gardle staje ciężki głaz rozpaczy a z oczu po kryjomu płyną łzy bezradności i bezsilności. Człowiek w takich chwilach chce tytko jednego śmierci !. lecz któregoś dnia zjawia się przyjaciel który pomaga osobie niepełnosprawnej w każdej sytuacji i to prawdziwy przyjaciel staje się motywacją i to on potrafi motywować tak jak nikt inny! Wtedy osoba potrzebująca pomocy ją otrzymuje i już nie chce umrzeć lecz chce dalej żyć walczyć chce pokazać że poświęcenia przyjaciela nie idą na marne pojawia się w życiu tego człowieka tęcza ! wtedy po raz pierwszy się uśmiechnie i walczy bezustannie u swe szczęście mówiąc sobie po cichu dzięki tobie przyjacielu nie jestem więźniem własnego losu dzięki tobie dam radę, dzięki tobie nie jestem słaby, dzięki tobie jestem silny potrafię walczyć nie boje się walczyć z przeszkodami mego losu Jestem twardy podniosę się z doła w którym mnie los starał się zamknąć podniosę się i powiem sobie i wszystkim na świecie jak również wszystkim niepełnosprawnym że łańcuchy na których jest nasz los uwięziony da się pokonać jeśli ma się przyjaciół obok siebie 

Dziś pragnę powiedzieć wszystkim czytelnikom niebieskiego płomienia nie dajcie się zniszczyć łańcuchom niepełnosprawności te okropne łańcuchy są do pokonania mi się udaje! teraz czytelniku czas stanąć na ringu ze swoją chorobą i czas zwyciężyć czas na nasze zwycięstwo nie poddajmy się znokautujmy chorobę czas 

start !!!!                                                              

piątek, 27 maja 2011

Bariera życiowa nie pokona silnych i wierzących w siebie.

Jeśli los jest bezlitosny i bez litości cię zaczyna łamać niepełnosprawnością, nie pokazuj, że powoli się poddajesz, lecz zacznij walczyć z uśmiechem na twarzy i wiarą w siebie i swoje możliwości. Jeśli upadniesz słaby ze łzami w oczach, uwierz w siebie samego, nawet jeśli inni w ciebie nie wierzą, pokaż im że nie jesteś słaby i że nic cię nie da rady złamać. Powiedz sobie samemu: dam rade, wstanę, jestem silny jak stal, nic mnie nie powstrzyma. Wygram z chorobą, nic mnie nie przykuje do wózka, nie poddam się, potrafię, choć jeszcze o tym nie wiem.

To ja jestem panem swojego życia i losu i to ja decyduje i rozkazuje sobie samemu: wstań dasz rad pokonać niepełnosprawność



czwartek, 26 maja 2011

Koszmar, z którego nie da się zbudzić...

Od czego by zacząć. Może od tego, kiedy narodziłem się dla świata, ponownie. Nie jako wampir, lecz jako niepełnosprawny.
Niewiele pamiętam. Gdy obudziłem się w szpitalu, podłączony pod kroplówkę, nie byłem w stanie określić, w jaki sposób znalazłem się w tych okolicznościach. Nie obudziłem się nagle cudownie i radośnie, jak mogłoby się wydawać. Trudno mówić o jednej chwili odzyskania przytomności i zmysłów, wszystko bowiem wszystko działo się bardzo powoli. Powoli wracały mi zdolności poznawcze, a świat przybierał normalne kształty — trwało to wiele dni.
Z mojej perspektywy wyglądało to nieco inaczej, musiało minąć trochę czasu zanim zdałem sobie sprawę, że wszystko, co mnie otacza nie jest snem. Tak, to momentami było straszne, bardzo trudno jest przedstawić taki stan. Pamiętam straszny ból otaczający mnie zewsząd, jakiś wszechogarniający dyskomfort bycia, czułem się tak jakbym w głowie miał dwie walczące ze sobą armie. Na świat patrzyłem przez pryzmat krzywego zwierciadła, nic nie miało sensu. Doskwierało mi coś, co było wewnątrz mnie, szarpałem się, starałem uwolnić, ale nie było to możliwe. To tak jakby znaleźć się w głębokim dole, leżąc bezwładnie da się obserwować niebo, ale nie istnieje możliwość ruchu. Takiego ruchu, który pozwalałby się podnieść, poprawić pozycje, wstać i zorientować się w sytuacji. Z takiego stanu nie ma wyjścia, nie ma ucieczki, jest tylko przerażenie i połatane zmysły.
Znajdowałem pod stałą opieką rodziny i lekarzy, którzy byli przy mnie. Trudno mi było jednak to docenić, ponieważ byłem zbyt pogrążony. Leżałem na szpitalnym łóżku, wydawało mi się jednak, że wciąż podróżuje, wiruje, spadam.
Z czasem, w miarę poprawiania stanu mojego mózgu po ciężkiej operacji, odzyskiwałem świadomość. Nie umiem określić, kiedy nastąpił moment przełomowy, mogę to raczej porównać do wychodzenia z ciemnego lasu, grząskiego bagna, gęstej mgły. Nie było momentu, w którym zdałem sobie sprawę, iż nie mogę się poruszać, będąc częściowo sparaliżowanym. Po prostu było tak, było i już – wtedy nie myślałem tak o tym, nie rozważałem wpływu wypadku na moje życie, tego, co będzie dalej i czy w ogóle będę zdrów. Zależało mi jedynie na tym by opuścić szpitalne łóżko.

Dalej było już tylko lepiej, na szczęście operacja się udała. Prorocze wizje lekarzy, że będę warzywem lub że w ogóle mnie nie będzie, nie sprawdziły się. Wyszedłem z mojego stanu szybko, jak na tak ciężki wypadek. Potem było już tylko lepiej — co oczywiście nie znaczy, że moje męki się skończyły. To, to był dopiero początek... Najgorszy okres miałem jednak już za sobą, bo cóż może być gorszego od koszmaru, z którego nie da się obudzić.

Trzy razy silniejszy

Do napisania tego tekstu zmotywowała mnie Sandra, a dokładniej Jej ostatni post zatytułowany: „Przesłanie do czytelników”. Młoda autorka napisała w nim o upadaniu oraz o tym, jak ważne jest, by po każdym życiowym upadku podnosić się. Sandra mówi, że jeśli upadniemy raz – powinniśmy wstać, by iść i walczyć dalej. Jeśli upadniemy po raz drugi, powinniśmy powstać, by walczyć z podwójną siłą. Jeśli zdarzy nam się upaść po raz trzeci – powinniśmy się nie poddawać, wstać i walczyć z potrójną siłą.

Człowiekowi idącemu przez życiową drogę zdarza się potykać. Czasem to potknięcie jest lekkie, słabe, małoznaczące, tak więc człowiek idzie dalej bez żadnych strat i negatywnych skutków. Ale bywa też tak, że potknięcie powoduje upadek. Człowiek się przewraca. I leży.

Upadek jest bolesny, sromotny w swoich skutkach. Leżąc, człowiek myśli, że to już koniec. Czuje, że przegrał swoje życie. Nie widzi możliwości, by wstać. Traci sens istnienia. Cała przyszłość widziana jest w diabelnie czarnych kolorach. Defetyzm i czarnowidztwo wypełniają go do szpiku kości.

Wydaje się, że nie ma wyjścia z takiej sytuacji. Człowiek myśli, że już na zawsze skazany jest na ból i cierpienie. Powoli umiera w nim nawet nadzieja na to, że kiedykolwiek ta sytuacja ulegnie zmianie. Tak zaczyna się prywatne piekło.

Ale, jak się okazuje po jakimś czasie i po setkach zmówionych modlitw, ból nie trwa wiecznie, on także kiedyś odchodzi. Do człowieka powoli wraca nadzieja. Potem pojawia się malutkie światełko na końcu tunelu. Człowiek powoli, z trudem wstaje i słabym krokiem zaczyna podążać w stronę tego światełka. Z każdym wątłym krokiem światełko staje się coraz większe. Choć minimalnie — jednak ciągle rośnie.

Potem kroki człowieka stają się coraz pewniejsze. Aż wreszcie mocno staje na nogach. Twardo czuje pod nimi grunt. Podnosi głowę, a całe ciało prostuje. Teraz idzie śmielej. Już z uśmiechem patrzy w przyszłość. Sens istnienia powrócił.

Teraz człowiek już wie, po co żyje, jaki jest powód jego przyjścia na ten świat. Dzięki temu, że upadł, a potem powstał, teraz jest dwa, a nawet trzy razy silniejszy. Świadomość tego, że tak mało jest rzeczy niemożliwych — dodaje człowiekowi wiary i przyprawia skrzydeł. Kiedy czuje na plecach skrzydła, a jego wiara rośnie — coraz mniej rzeczy jest dla niego niemożliwych. Aż wreszcie i to przestaje istnieć…

Można by pisać o tym długo. Co czuje człowiek, który powstaje po upadku — z podwójną, a nawet potrójną siłą. Ja, kończąc tekst, pozwalam sobie wkleić fragment książki autorstwa Paulo Coelho: Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.

środa, 25 maja 2011

Przesłanie do czytelników

Jeśli w czasie walki upadniesz jeden raz podnieś się i walcz dalej jeśli upadniesz 2 raz podnieś się i walcz ze zdwojoną siłą Jeśli upadniesz 3 raz podnieś się i walcz z potrójną siłą nigdy nie rezygnuj z walki o własne szczęście i o własne marzenia jeśli czegoś bardzo pragniesz i będziesz walczył w końcu to otrzymasz !!!!

wtorek, 24 maja 2011

Zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia..."

8-ego i 9-ego kwietnia 
miałem przyjemność uczestniczyć w dwudniowych warsztatach projektu
„Uprzedź Uprzedzenia…”. Szersza relacja z tego spotkania powinna niebawem ukazać się w „Gazecie Edukacyjnej”. Dziś zamieszczam kilka fotografii, które w trakcie warsztatów wykonała Anna Rok. Dodam, że spotkanie to odbyło się w Warszawie. 

Oto adres do bloga warsztatów:
http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/

A poniżej zdjęcia… 

(Zgadniecie, który to ja?)



























Ułamek prawdy

Dziś czas na opowiedzenie wam kilka słów prawdy o mojej przeszłości.

Moja przeszłość była jak czarny pełna goryczy kraina pełna łez bólu i cierpienia. Od urodzenia choruję na porażenie mózgowe cztero kończynowe miałam również porażenie splotu barkowego czyli tzn. wyrwaną rękę ze splotu barkowego na skutek czego moja ręka była władna gdzie położyłam rękę tak leżała nieruchomo, byłam bardzo płaczliwym dzieckiem, byłam również bardzo schorowanym dzieckiem.

MOJE PRZYJŚCIE NA ŚWIAT:
Przyjście na świat nie przebiegało normalnie ponieważ moja biologiczna matka nie chciała żebym się urodziła i próbowała doprowadzić do poronienia w czasie gdy przyszła pora porodu matka wstrzymywała poród doprowadzono ją na porodówkę siłą dano jej narkozę w wyciągnięto mnie kleszczowo i doszło do nie dotlenienia skutek niedotlenienia nastąpiło porażenie mózgowe i od początku gdy powitałam ten świat wraz ze światem powitał mnie wózek ale i tak nie poddaję się chorobie z uśmiechem na twarzy:)

MOJE CHOROBY:
Wodniak w głowie który na szczęście sam się wchłonął, wielka przepuklina, wyrwana ręka, rozrzedzona siatkówka oczna, groziła mi utrata wzroku utrata mowy.

poniedziałek, 23 maja 2011

Parę słów o mnie...

No cóż… jestem Kamil i jestem fajny. Tak, jestem niepełnosprawny od kilku lat, co prawda w chwili obecnej dość dobrze sobie radzę, ale różnie bywało. Jestem po ciężkim urazie głowy, spowodowanym wypadkiem. Nie poruszam się na wózku i nie mam zewnętrznych widocznych urazów ciała – mimo wszystko nie jestem do końca sprawny. Z epilepsji już prawie się wyleczyłem nie mam ataków od roku. Ta choroba to osobny rozdział, o epi opowiem przy okazji moich kolejnych wpisów. Pozostał mi połowiczy niedowład ciała, coś takiego jak Dr. Hause wliczając dłoń, która jest prawie całkowicie niewładna. Obecnie czuje się dość dobrze – czasami może chciałbym zrobić więcej i sama niemoc mnie wkurza. W gałę już nie pogram. Teoretycznie oczywiście mogę jeździć na rowerze, grać w siatkówkę i pływać tyle, że to już nie to samo. Nie jestem tak sprawny jak dawniej i to boli najbardziej – strata czegoś, co się posiadało.
Moja dewiza życiowa brzmi jednak „zrobisz wszystko”. Nie ma rzeczy, której nie spróbowałbym zrobić po wypadku. Nic mnie jeszcze nie złamało. Przy okazji kolejnych wpisów będę wam opowiadał o sobie. Jest tego sporo – masa wpadek i z perspektywy czytelnika śmiesznych historii. Mimo tego, iż teraz jestem zupełnie zdrów, no przynajmniej tak się czuje. To moja przeszłość nie zawsze wyglądała super, obecnie jestem w stanie podzielić się tym z Wami. Przeszłość w żadnym stopniu mnie nie obciąża - no może troszkę, ale na to, co było patrzę już znacznie dojrzalej. Mam dużo dystansu do siebie, potrafię się uśmiechać i pije piwo.

niedziela, 22 maja 2011

Kropelka radości

Życie jest piękne, ale czasem dotkliwie rani cierniem niepełnosprawności. Nie jest jednak przeszkodą w spełnianiu własnych marzeń i do normalnego życia w radości. Te ciernie jeszcze bardziej bolą cierpiącego, gdy ludzie wyzywają, plują na ofiarę niepełnosprawności. Wtedy chora osoba cierpi, wiedząc, że nie ma dla kogo i po co walczyć. Jednak gdy zacznie się modlić, następuje ukojenie duszy i nagle otrzymuje siłę do walki. Wtedy chora osoba wie, że ma wsparcie w Bogu i że z czasem pojawi się tęcza w życiu, osoba, która pomoże w walce z bolesną codziennością;)
Nie bójmy się więc powiedzieć niepełnosprawności stop ;)

Przemek – pierwszy post na Niebieskim Płomieniu

Miło mi, że Kamil, mój dobry znajomy, pomyślał o mnie i zaproponował mi współtworzenie niniejszego bloga. Sam pomysł, by Osoby Niepełnosprawne czy też może raczej Osoby z Niepełnosprawnością (ale nie ma co zbytnio przyczepiać się do określeń, bo to tylko, a może aż! słowa, a jak wiemy nie są one w stanie oddać wiernie obrazu rzeczywistości) dzieliły się swoim doświadczeniem — jest naprawdę ciekawy. To gra warta świeczki, ponieważ większości społeczeństwu wydaje się, że Osoba z Niepełnosprawnością (OzN) to znaczy biedna, nieszczęśliwa, cierpiąca itp. Wiele osób myśli, że w między słowami niepełnosprawność, bieda, nieszczęście, cierpienie stoi znak równości, a wcale tak nie jest. Jest inaczej. Liczę, że przez ten blog pokażemy, że niepełnosprawność nie przeszkadza w byciu szczęśliwym. Niepełnosprawność nie jest barierą w dążeniu do samorealizacji, a wprost przeciwnie — może mieć tutaj nawet działanie wspierające i pozytywne. Nie wierzycie, że tak jest?...


Kończąc ten pierwszy, krótki wpis, chciałbym się jeszcze przedstawić, żebyście wiedzieli, z kim macie do czynienia. Na imię mi Przemek, mam 26 lat. Jestem studentem pedagogiki specjalnej w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi. Interesuję się prawie-że wszystkim po trochu… Ale najbardziej samorozwojem. Ostatnio także polityką. Poglądy, oczywiście, prawicowe.

Więcej opowiem o sobie następnym razem. Pozdrawiam!!
I zachęcam do czytania naszego
Niebieskiego Płomienia!!


Jak przyjaźń zmienia pozytywnie życie osoby niepełnosprawnej.

Cześć
Na imię mam Sandra

Mam 19 lat, uczę się bardzo dobrze, jestem w drugiej liceum. Jestem pozytywnie nastawiona do życia i nie boję się walki z chorobą, lecz kiedyś zabrakło mi sił i poddałam się. Pewnego dnia coś mnie skłoniło do modlitwy, zaczęłam się modlić bardzo żarliwie, prosząc Boga o przywrócenie mi sił do walki, siła powróciła, a wraz z nią siłą powróciły marzenia i chęć spełniania nawet tych najskrytszych pragnień. W tych samych dniach, w których powróciła siła do walki z chorobą i z własnymi słabościami, poznałam przyjaciela, który mi bardzo pomógł i pomaga do tej pory.
Warto więc mieć przyjaciół.