Jestem osobą, która nigdy nie jeździła na wózku inwalidzkim. Jestem niepełnosprawny, ale moja ułomność pozwalała mi się samemu poruszać. Półtora tygodnia temu wchodząc po schodach zwichnąłem kolano, pojechałem do szpitala i tam założono mi gips. Mam go nosić jeszcze 12 dni. Teraz przekonałem się jak wygląda życie osoby, która w wielu sprawach dotyczących jej egzystencji musi liczyć na pomoc osób trzecich. Do tej pory z łatwością wychodziłem z domu, mogłem spotykać się ze znajomymi. Teraz to się (na szczęście mam nadzieję na jakiś czas) skończyło. Siedzę w domu. Bardzo mile zaskoczyła mnie spontaniczna decyzja moich przyjaciół, którzy jak tylko dowiedzieli się o mojej niedyspozycji postanowili mnie odwiedzić. Niestety, na razie sami chorują, ale myślę, że niedługo przeziębienie przejdzie i mnie odwiedzą.
Tutaj apel do osób, które nie miały do czynienia z niepełnosprawnością, aby te osoby miały na uwadze to, że nawet najzdrowsza osoba w wyniku kontuzji może stać się zależna od innych. Nie warto zatem być nieczułym na problemy osób niepełnosprawnych, bo nie wiadomo kiedy za sprawą nieszczęśliwego wypadku staniemy się osobą niepełnosprawną lub tak jak to miało miejsce w moim przypadku, jeszcze bardziej niepełnosprawną.
Oczywiście życzę wszystkim zdrowia, ale gdybyście potrzebowali wsparcia, to życzę Wam takich przyjaciół jakich mam ja. :)
czwartek, 31 maja 2012
"Zamknięty w klatce"
niedziela, 13 maja 2012
Niepełnosprawny magister
Wraz z tym jak częstsze stało się zjawisko aktywnego uczestniczenia osób niepełnosprawnych w życiu społecznym, tym bardziej zaczęto dbać o ich poziom wykształcenia, jak i zdobywanie innych równie potrzebnych umiejętności zwiększających ich pozycję na rynku pracy.
Dwadzieścia lat temu zdobycie dyplomu wyższej uczelni przez osobę niepełnosprawną graniczyło z cudem. Działo się tak dlatego, że kandydat ubiegający się o indeks wyższej Uczelni nie miał zbyt dużego wyboru. Mógł pójść na Uniwersytet Łódzki lub Politechnikę Łódzką (daję przykład swojego miasta). Obie te Uczelnie nie były dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, co całkowicie przekreślało szanse na zdobycie przez osobę niepełnosprawną dyplomu magistra. Od niedawna (tzn. od początku XXI wieku) oferta Szkolnictwa Wyższego została poszerzona. Teraz niepełnosprawni mogą kształcić się na Uczelniach niepublicznych, które spełniają kryteria budynków przystosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych. Można by rzec, że gdyby nie one to niepełnosprawni nie mogliby studiować. Tak, to prawda. Sam jestem absolwentem szkoły niepublicznej i muszę powiedzieć, że jestem mile zaskoczony. Wszędzie windy, podjazdy, słowem "zagranica" w Polsce. Nie sposób nie wspomnieć o zbawczej działalności PFRON-u, który przekazując nam pieniądze daje nam szanse zasmakować życia studenckiego, bo za marne niecałe 600 zł, które otrzymujemy od ZUS-u moglibyśmy tylko pomarzyć o byciu magistrem.
Kilka słów o Politechnice Łódzkiej. Portal "Moje Miasto.pl" podaje, że Uczelnia 1 kwietnia 2010 roku oddała do użytku osobom niepełnosprawnym nowy gmach, który całkowicie został przystosowany do ich potrzeb. Szerokie drzwi, podjazd z poręczami umożliwiającymi dostanie się do wewnątrz osobie niesprawnej fizycznie. Tym budynkiem jest biuro dla osób niepełnosprawnych działające przy PŁ. Inny portal internetowy "Pozytywy.com" podaje, że 3 lata temu PŁ wydała aż 130 tys. zł na zakup sprzętu wspomagającego osoby niepełnosprawne w codziennej egzystencji. Nie jest zatem tak źle :)
Od 2004 roku Polska jest członkiem Unii Europejskiej. To dzięki członkostwu w tej Wspólnocie niepełnosprawni i osoby bezrobotne mają szanse się doszkalać. Centrum Edukacji i Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w skrócie CEiRON organizuje kursy współfinansowane ze środków Unii Europejskiej.
Tak zmienił się świat i odbiór społeczny osób niepełnosprawnych. Teraz już nie jesteśmy zepchnięci na margines, ale tworzymy to społeczeństwo. Jesteśmy pełno(s)prawnymi obywatelami Rzeczpospolitej Polskiej!
środa, 25 kwietnia 2012
Integracja
Kilka dni temu byłem na spotkaniu z Przemkiem, które odbyło się w liceum, do którego uczęszczałem ja i mój serdeczny kumpel - Kamil. Podczas spotkania Przemek opowiadał licealnej młodzieży z jakimi problemami boryka się osoba niepełnosprawna i jak on sam sobie z nimi radzi. Prelekcja była o tyle pouczająca dla tamtejszych uczniów, że dotyczyła osób niepełnosprawnych. "Trójeczki" - jak ja nazywam XXXIII Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej w Łodzi - słyną z tego, że dają szansę nauki zarówno osobom sprawnym jak i niepełnosprawnym. Są tam tworzone tzw. klasy integracyjne. I właśnie przy temacie tych klas chciałem się zatrzymać. Zarówno ja jak i mój kolega Kamil uczęszczaliśmy do takiej klasy, dlatego mogę Wam opowiedzieć o jej specyfice. Klasa integracyjna uczy wrażliwości i otwartości na potrzeby osób niepełnosprawnych. Te osoby nie są gorsze, ani jakieś inne od swoich pełnosprawnych rówieśników. Stają przed podobnymi dylematami jak Jan Kowalski. Przez te trzy lata widziałem, że moi koledzy z klasy (teraz już przyjaciele, nie wszyscy nimi dla mnie są, ale Ci co nimi są, to wiedzą, że są)pomagali naszej grupce (a nas niepełnosprawnych było tam kilkoro)w problemach szkolnego życia codziennego, w nauce. Nigdy nie spotkałem się z tym, żeby ktoś odmówił mi pomocy jeśli takowej potrzebowałem. Wracając do tematu prelekcji wygłoszonej przez Przemka to padło tam pytanie o sens istnienia klas integracyjnych. Otóż odpowiadam, klasy integracyjne mają sens, a w szczególności klasa "C" z rocznika 2003-2006. Pozdrawiam Was :)
piątek, 6 kwietnia 2012
Wesołego Alleluja
Wszystkim naszym Czytelnikom, tym stałym jak i tym, którzy niedawno do nas dołączyli życzymy Wesołych Świąt Wielkiej Nocy. Spędźcie je w miłej, rodzinnej atmosferze, a zmartwychwstały Chrystus niech obdarzy Was potrzebnymi łaskami do przezwyciężania przeciwności losu.
Życzy Redakcja
wtorek, 27 marca 2012
Niepełnosprawni oczami starszych ludzi - ewenement na skalę światową
Poprzednia epoka (mówię w tym momencie o czasach przed rokiem 1989, a i przedwojennych) nie należała do czasów, kiedy niepełnosprawni mogli swobodnie wychodzić z domu. Taki stan rzeczy był spowodowany nieodpowiednią infrastrukturą, barierami architektonicznymi. Nasze babcie nie widywały za młodu osób niepełnosprawnych poruszających się po ulicach, czy to na wózku inwalidzkim, czy o kuli. Teraz, kiedy nowoczesna infrastruktura uwzględnia udogodnienia, dla nas i pojawiamy się na ulicach budzimy politowanie i zdziwienie na twarzach starszych ludzi. Ja nie chcę niczyjego współczucia, nie chcę by jakaś babcia mówiła mi: "Ojej, jaki biedny, chory młody człowiek...", bo nawet własna matka do mnie tak nie mówi. Niestety niejednokrotnie spotkałem się ze współczuciem ze strony osób starszych, ale potrafiłem ich spławić. Powiedziałem coś w stylu: "Chyba prawdziwego nieszczęścia pani nie widziała". Ja naprawdę nie jestem biednym człowiekiem i takim się nie czuję. Los mnie skrzywdził, to prawda, ale już się z tym pogodziłem. Teraz pora, aby inni ludzie, którzy mnie otaczają także to zaakceptowali. Dla młodych to normalne, nie robią sensacji. Starsi nagłośniliby to najchętniej w mediach. Dosyć!
niedziela, 19 lutego 2012
"Złamał pan nogę?"
Witam po dość długiej przerwie
niedziela, 28 sierpnia 2011
Siema ludziska
niedziela, 14 sierpnia 2011
Miejsca kultu niedostępne dla niepełnosprawnych
piątek, 12 sierpnia 2011
Wścibscy ludzie
Ja sobie nie życzę, aby ktoś interesował się tym jak ja się poruszam po mieście. Mam do tego prawo, prawda? Irytuje mnie jak starsi ludzie się nade mną użalają, gdyż nie szukam u nich współczucia, bo go nie potrzebuję. Niech sobie sami radzą ze swoimi problemami, a sami mają ich nie mało. Może jestem samolubny i w ogóle, ale nie życzę sobie wtryniania się ludzi do mojego stylu poruszania się. Amen.
Wścibskie babsko
czwartek, 11 sierpnia 2011
Jeszcze moje "trzy grosze" do tekstu Sandry
Jedyna kobieta w naszym gronie, poruszyła ważny temat. Zdarzają się bowiem debile, którym przeszkadza to jacy my jesteśmy, ale to ich problem i może powinni udać się do psychiatry. Ja jednak chciałem wypowiedzieć się w kwestii barier architektonicznych w Łodzi.
10 kwietnia 2010 roku wydarzyła się tragiczna w skutkach katastrofa smoleńska. Po tej tragedii w Urzędzie Miasta Łodzi na Piotrkowskiej 104 wystawiono księgę kondolencyjną. Ja jako Polak i patriota poczułem się w obowiążku wpisać się do tej księgi. W tym celu pojechałem do UMŁ, byłem bardzo zdziwiony, kiedy okazało się, że ta instytucja nie posiada windy. Zdjąłem kurtkę i spytałem szatniarza, gdzie należy się udać, aby dokonać wpisu. Wskazał na schody i powiedział, że należy po nich wejść na I piętro. I tu inna osoba będąc na moim miejscu może i by zrezygnowała, ale nie ja. Poszedłem do ochroniarzy i poprosiłem ich, żeby pomogli mi wejść po schodach, a ci od razu się zgodzili, nawet czekali na mnie, aż skończę się wpisywać.
Teraz pytanie retoryczne: kiedy do UMŁ wejdę nie prosząc nikogo o pomoc?
Łódź - przyjacielem niepełnosprawnych, jak ja chciałbym, aby takim miastem była, ale to tylko marzenia...
środa, 10 sierpnia 2011
Idę ulicą.....
Droga Pani, może i bym mógł, gdybym nie był niepełnosprawny. Patrzy speszona i głupio jej się robi, przeprasza. Teraz już tego nie ma. Wsiadam do autobusu, to wstaje człowiek i ustępuje mi miejsca. Nasze społeczeństwo reaguje tylko wtedy gdy ma się przy sobie atrybut inwalidy?
wtorek, 9 sierpnia 2011
Seks, a niepełnosprawni
Czy seks mogą uprawiać tylko ludzie zdrowi? Czy niepełnosprawni fizycznie nie mogą? W internecie po wpisaniu frazy podanej w tytule tego postu większość wyników odnosi się do osób niesprawnych, ale umysłowo. Ja w tym poście chciałbym postawić pytanie, czy osoba niepełnosprawna jeżdżąca na wózku lub z innym rodzajem niepełnosprawności fizycznej ma szanse na uprawianie seksu?
Osoby niepełnosprawne też pragną miłości duchowej i tej fizycznej, bo to, że ktoś ma niesprawne nogi czy ręce, albo to i to jednocześnie nie oznacza, że ma niesprawnego penisa. Niestety w naszym społeczeństwie te osoby (również i ja) spotykają się z szeregiem uprzedzeń na swój temat i to niekoniecznie ze strony partnera. Czasami wpływ na związek osoby niepełnosprawnej (nawet ze sprawną) mają jej rodzice. Mogę opowiedzieć Wam swoją historię. Poznałem dziewczynę na Sympatii.pl, moja niepełnosprawność jej nie przeszkadzała, spotykaliśmy się w realu przez dwa miesiące. Wydawało mi się, że będzie wszystko ok, że nic nas nie rozdzieli i nie poróżni. Pewnego razu do akcji wkroczyła jej matka (moja ówczesna dziewczyna nie miała ojca). Jej matka stwierdziła, że Aga (bo tak nazywała się moja dziewczyna) nie może ze mną być, bo jestem niepełnosprawny, że ja nigdy nie znajdę pracy i nie będziemy mieli z czego żyć. Powiem Wam, że było mi ciężko, bo bardzo ją kochałem i nie wiedziałem czy chcę się z nią rozstać. Ona jednak powiedziała mi, że nie może tak żyć, bo musiałaby zerwać kontakty z matką i ze znajomymi, a tego zrobić nie może.
Ja uważam, że odmienne zdanie rodzica, bądź rodziców jest dość patową sytuacją. Przekonałem się o tym rok później, kiedy poznałem Paulinę. Paulina ma 24 lata i choruje na tą samą chorobę co ja, a oprócz tego jest epileptyczką. Mieszka w Radomiu, a ja w Łodzi, dlatego kontaktowaliśmy się tylko przez internet (Gadu-Gadu, Skype). Nie musiałem długo czekać, aby się przekonać, że ta znajomość spotka się z dezaprobatą ze strony moich rodziców. Byłem na nich wściekły, ale nie mogłem zbyt wiele, bo z nimi mieszkam i nie chciałem robić sobie kłopotów. One i tak były, bo w chwili dużych emocji człowiek nie panuje nad tym co mówi, a powiedziałem im parę gorzkich słów, których nie będę tu przytaczał.
Co do problemu postawionego w temacie uważam, że jeśli trafimy na odpowiednią osobę, której nasza choroba nie będzie przeszkadzać mamy szansę na stworzenie trwałego związku, również z bogatym życiem erotycznym. Nie poddaję się, szukam dalej. Wy jeśli jeszcze jesteście niesprawnymi singlami też szukajcie. Macie prawo do szczęścia mimo, że jesteście wyjątkowi. Ta wyjątkowość czyni Was jeszcze bardziej wartościowszymi ludźmi.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Kamil jest moim kumplem ze szkolnej ławy.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Szaleństwo....
Dwa lata temu miałem zabieg usunięcia kamieni z woreczka żółciowego. Lekarze zadecydowali, że wykonają mi go metodą laparoskopową. W trakcie zabiegu doszło do przecięcia tętnicy wątrobowej, a ja zacząłem krwawić. Lekarze musieli wykonać zabieg metodą klasyczną. Po zabiegu chirurdzy poinformowali mnie o detalach związanych z zabiegiem (łącznie z pechowym uszkodzeniem tętnicy). Po tej informacji się załamałem, wpadłem w depresję.
Dla moich bliskich był to szok, ponieważ zawsze jestem i byłem wesołym i uśmiechniętym człowiekiem, a wtedy było inaczej. Myślałem, że umrę. Nie chodziłem, mało co mówiłem, a jeśli nawet to od rzeczy. Byłem podłączony pod kroplówki. Nie obyło się bez konsultacji z psychiatrą, który przepisał mi odpowiednie leki, ale nie dawał mi szans na wyjście z dołka. Tak się złożyło, że od października 2009 roku miałem iść na studia magisterskie. Tata powiedział, że muszę napisać wszystko co mnie boli na komputerze, tak też zrobiłem. Napisałem wszystko, o czym wtedy myślałem. I wiecie co? Pomogło. Od tamtej chwili zacząłem wracać do siebie i normalnie egzystować. Komputer działa cuda. Psychiatra nie dawał mi szansy na pójście na studia od października, a ja poszedłem. Wygrałem z opętaniem, bo byłem silny. Wy też bądźcie silni. Tylko wtedy dojdziecie do celu!!!


