Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamil. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2012

Niepełnosprawni inaczej?



Integracja - większości to słowo kojarzy się z procesem „włączania” ludzi niepełnosprawnych do społeczeństwa, po przez ułatwienie im dostępu do różnych dóbr. Nie - pełnosprawny to osoba mająca zmniejszone „możliwości” ruchowe (również zaburzenia oraz uszkodzenia zmysłów), ale też, o czym warto pamiętać, niepełnosprawny to jednostka o obniżonych funkcjach intelektualnych jak i człowiek będący nie w pełni władz umysłowych. Integracja w szerokim rozumieniu to pomaganie słabszym.

Niepełnosprawni nie powinni jednak zapominać, że sami też mają obowiązek „udzielania pomocy”. Z moich obserwacji wynika, że nie zawsze tak jest. Pokrzywdzony, osoba o takiej czy innej niedyspozycji, nie zawsze pamięta o tym, że nie tylko jemu należy się uwaga ze strony innych. Cóż, niepełnosprawny to też człowiek, prawda… a może, aż człowiek!

Dopóki niepełnosprawny nie zrozumie, że integracja nie dotyczy tylko wybranej grupy, w której znajduje się on sam, dopóty nie będzie w stanie pojąć czemu dotyka go uczucie odosobnienia. Mógłbym wykrzyknąć głośno, parafrazując hasło komunistów XX wieku: „niepełnosprawni wszystkich krajów, łączcie się”, ale nie zabrzmiałoby to przekonywująco dla nikogo. Powinniśmy wiedzieć, że nie słowa ale śmiałe czyny mogą zmienić ten świat.

Czego więc najbardziej potrzebują niepełnosprawni, bo przecież nie tylko pieniędzy, gadżetów, mieszkania, sprzętów rehabilitacyjnych? Potrzebują czuć, że do kogoś należą.
Mieszkasz z rodzicami, czujesz się samotny/a, przeklinasz życie, które się nie udało. Pewnie chciałbyś aby ten kolega z klatki naprzeciwko Cię odwiedził, a on nie bardzo chce. Tak bardzo chciałbyś się rozerwać, zabawić a może nawet się zakochać, a tu nic tylko sromotna cisza, cztery ściany. O, ironio losu…

A może byś zajrzał do Internetu, posłuchał radio, poczytał gazetę, obejrzał TV - „ponad 650 mln osób na świecie jest niepełnosprawnych; stanowi to ok. 10 proc. ludności.” Pytasz, ale gdzie ja ich znajdę, jestem sam. Nieprawda, ktoś już długo Cię obserwuje – chciałby Cię poznać, ale chyba nie ma odwagi się odezwać. Ta osoba słyszała jako postronny słuchacz, jak mówiłeś/aś kiedyś głośno w złości : „masz chyba chorobę psychiczną, albo zespół Downa, co za debil! daj mi spokój… ignorancie”.

wtorek, 9 sierpnia 2011

Starsza Pani i zakupy


Spostrzegam starszą kobietę zmierzającą chodnikiem. Taszczy ze sobą jakaś torbę, zapewne jest ciężka, ponieważ chód sprawia jej wielki wysiłek. Porusza się coraz wolnej z grymasem rezygnacji na twarzy. Myślę sobie, wypadałoby pomóc tej leciwej pani, w końcu i tak mi się nie śpieszy:



-Przepraszam może Pani pomóc – nieśmiało i uprzejmie pytam

-A gdzie ty chłopie możesz mi pomóc jak sam ledwo idziesz… - odpowiada starucha w lekkim zmieszaniu. Po czym przyspiesza i oddala się ode mnie.



Przez chwilę patrzę w zdumieniu na babę. Widać nie dostrzegłem własnej ułomności, straszne zaprawdę. A mówią, że młodzi nie okazują szacunku. Przenoszenie toreb nie stanowi dla mnie wyzwania tak na marginesie psze Pani – szepczę półgębkiem.
       

środa, 3 sierpnia 2011

Niepełnosprawność a randki

Czy niepełnosprawni mogą się umawiać na randki i czy Internet to dobry sposób na poznanie kogoś?

Internet nie jest jedynym, najlepszym i ostatnim ze sposobów na poznanie kogoś, z pewnością to jednak najłatwiejsza i najszybsza metoda. Za pomocą portalu randkowego bez trudu można się umówić a nawet spotkać miłość.

Nie musicie korzystać tylko z wybranych miejsc dla osób niepełnosprawnych (takich jak Ipon), jest wiele samotnych serc, których wasza niedyspozycja nic nie obchodzi – chcą zwyczajnie poznać kogoś miłego. W przypadku jednak korzystania z portali takich jak Sympatia radzę zachować szczerość, pozwala to uniknąć przykrości i ewentualnych rozczarowań. Pamiętajmy, że nie każdy szuka osoby z niepełnosprawnością, a wielu ludzi jest zwyczajnie mało dojrzałych i głupich.

Jeśli dręczy was dylemat typu: czy mogę spotkać się ze osobą zdrową, drzemię w was poczucie niższości lub cierpicie na brak pewności siebie, podajcie w opisie na stronie swą sytuację zdrowotną. Gwarantuje, że ktoś się odezwie. Jest wiele osób zdrowych, którym brakuje pewności a randka z osobą mniej sprawną pozwala się dowartościować. Brzmi głupio ale chce podreślić, że nie tylko osoby z porażeniem, niedowładem itp. mogą się krępować. Niektórym np. kolor włosów sprawia nie lada dylemat, przez co nie potrafią pokazać siebie. 

Pamiętajcie zawsze jednak liczy się przede wszystkim pewność siebie i poczucie humoru, patrzenie na własną osobę przez pryzmat choroby tylko umniejsza te pozytywne cechy, które się posiada. Opisując swój charakter warto podkreślać mocne strony, a stawiać mniejszy akcent na wady.

Polecam takie strony 

Hello.pl
.  
.  
Są całkowicie bezpłatne, a wcale nie gorsze niż te, za które bulą od ludzi kasę. Sympatia.pl mnie osobiście trochę drażni.  

piątek, 10 czerwca 2011

Piekło rehabilitacji

Co było dalej… Trzeba było jakoś wstać z łóżka, zacząć chodzić. Nie zagłębiając się we wstydliwe szczegóły, łatwo się domyśleć, jakie konsekwencje niesie ze sobą taki stan bezwładu kończyn. Wielu rzeczy nie da się zrobić samodzielnie, a to wyjątkowo frustrujące zarówno dla chorego jak i opiekunów.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Leżałem jak kłoda, ciężko było mi nawet się przekręcić. Gdy mój stan psycho – fizyczny uległ unormowaniu, tzn. przestałem mieć gorączkę i widzieć świat jak w krzywym zwierciadle, rozpoczęło się moje kolejne piekło. Piekło rehabilitacji.
.... 
Nie było łatwo i lekko jednak dalsza zwłoka mogłaby przyczynić się do utrwalenia mojego stanu. Przypominam doznałem urazu neurologicznego, głównie ośrodków odpowiedzialnych za ruch po lewej stronie ciała. Gdyby oberwała moja lewa strona głowy (nie prawa) straciłbym mowę. Wtedy nie byłoby wesoło.
....
Mój młody wiek wpłynął pozytywnie. Dość szybko się zregenerowałem i powróciłem do sprawności ruchowej. Codzienny zestaw ćwiczeń, który z początku owocował straszliwym bólem, przyczynił się do znacznej poprawy w zaskakująco krótkim czasie. Dość dobrze utrwalił mi się pamięci stół pionizacyjny, iście „madejowe łoże”. Pomyślcie jak mógł czuć się człowiek, niewstający cztery tygodnie z łóżka, którego nagle zechciano postawić. Tak postawić, byłem przywiązany pasami do machiny, która z poziomu osiągała pion. Bardzo powoli przechylając się. To było straszne, czułem jak wnętrzności ze mnie wychodzą. Potem ćwiczenia, oczywiście na początku bierne, leżałem a dwumetrowy drab wyginał mi kończyny. Bolało jak diabli, w miarę upływu czasu odnosiło jednak skutek, przyczyniając się do poprawy. Wkrótce zacząłem sam wykonywać ruchy, bolało coraz mniej.
.... 
Pierwszym etapem, jaki mnie czekał było wstanie z łóżka, nie o własnych nogach rzecz jasna. Z początku wożono mnie wózkiem inwalidzkim, teoretycznie siedzenie nie wymaga wprawy, w moim przypadku nie było takie oczywiste. Głowa chwiała mi się na wszystkie strony, nie mogłem utrzymać pozycji siedzącej. Częste przejażdżki po szpitalnych korytarzach, które uwalniały mnie od szpitalnego wyrka, wpłynęły na poprawę. Mogłem się już sam podnieść i siedzieć, zupełnie jak u niemowlaka.
....
Nie pamiętam, kiedy postanowiłem wstać, był to również proces stopniowy. Z początku poruszałem się chyba z balkonikiem, nie kojarzę tego zbyt dobrze. Na rehabilitacje jeszcze te w szpitalu, mogłem już chadzać sam. Trzymali mnie tam jeszcze trochę, bym wyszedł jak człowiek do domu. Co nie oznacza, że całkowitą sprawność odzyskałem. Właściwie, właściwie był to dopiero początek długiej pracy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po czterech miesiącach wyszedłem ze szpitala, wtedy bardzo spieszyło mi się do domu. Teraz jednak bardziej bym się zastanowił, na zewnątrz nie miałem już takiego zaplecza. O dobre rehabilitacje, bowiem trudno. CZMP to dobry szpital, nigdzie taką opieką już mnie nie otoczono. Po skończeniu liceum, o liceum potem opowiem, odmówiłem możliwości pobytu w Konstancinie. Znajdoje się centrum rehabilitacji i szkoła, wtedy jednak myślałem tylko o studiach. Wybrałem studiach w Łodzi, a szkoda. Może teraz byłoby ze mną lepiej, znacznie lepiej…   

czwartek, 26 maja 2011

Koszmar, z którego nie da się zbudzić...

Od czego by zacząć. Może od tego, kiedy narodziłem się dla świata, ponownie. Nie jako wampir, lecz jako niepełnosprawny.
Niewiele pamiętam. Gdy obudziłem się w szpitalu, podłączony pod kroplówkę, nie byłem w stanie określić, w jaki sposób znalazłem się w tych okolicznościach. Nie obudziłem się nagle cudownie i radośnie, jak mogłoby się wydawać. Trudno mówić o jednej chwili odzyskania przytomności i zmysłów, wszystko bowiem wszystko działo się bardzo powoli. Powoli wracały mi zdolności poznawcze, a świat przybierał normalne kształty — trwało to wiele dni.
Z mojej perspektywy wyglądało to nieco inaczej, musiało minąć trochę czasu zanim zdałem sobie sprawę, że wszystko, co mnie otacza nie jest snem. Tak, to momentami było straszne, bardzo trudno jest przedstawić taki stan. Pamiętam straszny ból otaczający mnie zewsząd, jakiś wszechogarniający dyskomfort bycia, czułem się tak jakbym w głowie miał dwie walczące ze sobą armie. Na świat patrzyłem przez pryzmat krzywego zwierciadła, nic nie miało sensu. Doskwierało mi coś, co było wewnątrz mnie, szarpałem się, starałem uwolnić, ale nie było to możliwe. To tak jakby znaleźć się w głębokim dole, leżąc bezwładnie da się obserwować niebo, ale nie istnieje możliwość ruchu. Takiego ruchu, który pozwalałby się podnieść, poprawić pozycje, wstać i zorientować się w sytuacji. Z takiego stanu nie ma wyjścia, nie ma ucieczki, jest tylko przerażenie i połatane zmysły.
Znajdowałem pod stałą opieką rodziny i lekarzy, którzy byli przy mnie. Trudno mi było jednak to docenić, ponieważ byłem zbyt pogrążony. Leżałem na szpitalnym łóżku, wydawało mi się jednak, że wciąż podróżuje, wiruje, spadam.
Z czasem, w miarę poprawiania stanu mojego mózgu po ciężkiej operacji, odzyskiwałem świadomość. Nie umiem określić, kiedy nastąpił moment przełomowy, mogę to raczej porównać do wychodzenia z ciemnego lasu, grząskiego bagna, gęstej mgły. Nie było momentu, w którym zdałem sobie sprawę, iż nie mogę się poruszać, będąc częściowo sparaliżowanym. Po prostu było tak, było i już – wtedy nie myślałem tak o tym, nie rozważałem wpływu wypadku na moje życie, tego, co będzie dalej i czy w ogóle będę zdrów. Zależało mi jedynie na tym by opuścić szpitalne łóżko.

Dalej było już tylko lepiej, na szczęście operacja się udała. Prorocze wizje lekarzy, że będę warzywem lub że w ogóle mnie nie będzie, nie sprawdziły się. Wyszedłem z mojego stanu szybko, jak na tak ciężki wypadek. Potem było już tylko lepiej — co oczywiście nie znaczy, że moje męki się skończyły. To, to był dopiero początek... Najgorszy okres miałem jednak już za sobą, bo cóż może być gorszego od koszmaru, z którego nie da się obudzić.

poniedziałek, 23 maja 2011

Parę słów o mnie...

No cóż… jestem Kamil i jestem fajny. Tak, jestem niepełnosprawny od kilku lat, co prawda w chwili obecnej dość dobrze sobie radzę, ale różnie bywało. Jestem po ciężkim urazie głowy, spowodowanym wypadkiem. Nie poruszam się na wózku i nie mam zewnętrznych widocznych urazów ciała – mimo wszystko nie jestem do końca sprawny. Z epilepsji już prawie się wyleczyłem nie mam ataków od roku. Ta choroba to osobny rozdział, o epi opowiem przy okazji moich kolejnych wpisów. Pozostał mi połowiczy niedowład ciała, coś takiego jak Dr. Hause wliczając dłoń, która jest prawie całkowicie niewładna. Obecnie czuje się dość dobrze – czasami może chciałbym zrobić więcej i sama niemoc mnie wkurza. W gałę już nie pogram. Teoretycznie oczywiście mogę jeździć na rowerze, grać w siatkówkę i pływać tyle, że to już nie to samo. Nie jestem tak sprawny jak dawniej i to boli najbardziej – strata czegoś, co się posiadało.
Moja dewiza życiowa brzmi jednak „zrobisz wszystko”. Nie ma rzeczy, której nie spróbowałbym zrobić po wypadku. Nic mnie jeszcze nie złamało. Przy okazji kolejnych wpisów będę wam opowiadał o sobie. Jest tego sporo – masa wpadek i z perspektywy czytelnika śmiesznych historii. Mimo tego, iż teraz jestem zupełnie zdrów, no przynajmniej tak się czuje. To moja przeszłość nie zawsze wyglądała super, obecnie jestem w stanie podzielić się tym z Wami. Przeszłość w żadnym stopniu mnie nie obciąża - no może troszkę, ale na to, co było patrzę już znacznie dojrzalej. Mam dużo dystansu do siebie, potrafię się uśmiechać i pije piwo.