Czy zastanawialiście się kiedykolwiek kim my niepełnosprawni jesteśmy dla niektórych pełnosprawnych ? jeśli nie to na ten problem warto zwrócić uwagę ....nasz naród ani nasze społeczeństwo i nasze państwo niestety z przykrością muszę stwierdzić że nie jest przygotowane na nas ani nie przystosowane na nasze potrzeby !!!!!
kiedy gdzieś wychodzę widzę jak otoczenie traktuje niepełnosprawnych, ludzie pełnosprawni często targają, szarpią, plują, popychają z taką siłą wózki niepełnosprawnych żeby spadli z wózka i bardzo często spadają z wózków a ludziom pokrzywdzonym przez los nie ma kto pomóc wstać z podłogi mówię o ludziach którzy mają lekkie MPD którzy mają sprawny na tyle aparat mowy i potrafią zawołać kogoś i poprosić o pomoc to jest wtedy ok
ale co z tymi którzy spadną z wózka lub ulegną jakiemuś innemu wypadkowi a nie mogę nic powiedzieć tylko potrafią jęczeć lub będą starali się powiedzieć pomocy ale mówią niewyraźnie a ktoś ich nie zrozumie o co im chodzi i pójdą sobie bo nie wiedzą czego ta niepełnosprawna osoba oczekuje od nich!! co wtedy mamy ich zostawić samych ?? nie nie róbmy tego osoba niemówica też czuje i też pragnie też kocha i też potrzebuje naszego wsparcia i pomocy kiedy ulegną jakiemukolwiek wypadkowi
ale często zdarza się też tak że osoba sprawna przejdzie obok niepełnosprawnej i nie zauważy lub udaje że nie widzi bo nie ma ochoty pomagać temu ułomowi
dlatego też apeloję do wszystkich czytelników i do naszego narodu i do wszystkich naszych i waszych serc - BĄDŻMY PRZY NIEPEŁNOSPRAWNYCH I POKOCHAJMY NIEPEŁNOSPRAWNYCH ZA TO ŻE SĄ Z NAMI I PRZY NAS I DAŻĄ NAS TAK WIELKIM I WSPANIAŁYM UCZUCIEM JAKIM JEST MIŁOŚĆ
"JAN PAWEŁ DRUGI CYTAT" ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI TAK SZYBKO ODCHODZĄ
Nasze głowy państwa lub urzędy niestety nas niepełnosprawnych mają za zło konieczne nie udostępniają niepełnosprawnym takich możliwości jakie mają pełnosprawni, pełnosprawni mają możliwość edukacji gdzie tylko ich dusza zapragnie a niepełnosprawni nie mają takich możliwości jak i również niepełnosprawni nie mają dostępu do poprawienia swych warunków domowych takich jak: remont mieszkania przystosowanie mieszkania osob niepełnosprawnych do ich potrzeb i ułatwiania życia takim osobą jak my niepełnosprawnym !!!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sandra. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 marca 2012
środa, 18 stycznia 2012
MAŁA DZIEWCZYNKA POTRZEBUJĄCA POMOCY " APEL DO KAŻDEGO"!!!!!!!!
Witam wszystkich Fanów naszego Bloga powracam do pracy nad blogiem a wraz z moim powrotem moja prośba do was wszystkich, Kochani !! trzeba oddać szybko na Frańciszkańskiej krew AB RH- lub 0 Rh- ! , w banku nie ma nawet jednej jednostki, a czeka dwudniowa dziewczynka..!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pomóżmy temu małemu aniołkowi nie pozwólmy jej cierpieć przywróśmy uśmiech na twarz jej rodzicą i jej w przyszłości nie pozwólmy zaznać temu małemu maluszkowi bolesnej strony życia. Powiedzmy cierpieniu dzieci STOP !!!!!! pomóżmy jej normalnie żyć po radosnej stronie życia i pozwólmy jej powiedzieć w przyszłości mamo Kocham cię !!! nie zabierajjmy jej chwil szczęścia jakie czekają na nią w życiu. Pomóżmy jej rozwinąć skrzydełka niewinnego białego gołąbka jakim jest ten maluszek w raz z rozwijaniem jej małych skrzydełek w biegiem czasu będzie się rozwijał jej prześliczny uśmiech
a dzięki nam możemy ten uśmiech dostrzec
razem możemy więcej !! a ja w was wierzę i wiem że razem nie pozwolimy jej umrzeć !!!!!!!
więc Kochani apeluje do was wszystkich kto może niech jedzie na Franciszkańską i niech odda krew dla tego Aniołka !!!!!!!!!!!!!!!! Bardzo was o to proszę pokażmy że mamy wielkie serca którę potrafią kochać bezinteresownie !!!!!!!
okażmy miłosierdzie takie jak okazywał nam Jan Paweł II i pokażmy że niezapomnieliśmy jak bardzo nas kochał i kocha i kochać będzie na zawsze oddając krew dla tego kwiatuszka możemy dać dowód że niezapomnielimy o nim i że jesteśmy miłosierni i że cały naród nasz ma wielkie miłosierdzie do każdego z bliźniego swego tak jak umiłował i kocha nas, nasz pan w niebiosach !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Pomóżmy temu małemu aniołkowi nie pozwólmy jej cierpieć przywróśmy uśmiech na twarz jej rodzicą i jej w przyszłości nie pozwólmy zaznać temu małemu maluszkowi bolesnej strony życia. Powiedzmy cierpieniu dzieci STOP !!!!!! pomóżmy jej normalnie żyć po radosnej stronie życia i pozwólmy jej powiedzieć w przyszłości mamo Kocham cię !!! nie zabierajjmy jej chwil szczęścia jakie czekają na nią w życiu. Pomóżmy jej rozwinąć skrzydełka niewinnego białego gołąbka jakim jest ten maluszek w raz z rozwijaniem jej małych skrzydełek w biegiem czasu będzie się rozwijał jej prześliczny uśmiech
a dzięki nam możemy ten uśmiech dostrzec
razem możemy więcej !! a ja w was wierzę i wiem że razem nie pozwolimy jej umrzeć !!!!!!!
więc Kochani apeluje do was wszystkich kto może niech jedzie na Franciszkańską i niech odda krew dla tego Aniołka !!!!!!!!!!!!!!!! Bardzo was o to proszę pokażmy że mamy wielkie serca którę potrafią kochać bezinteresownie !!!!!!!
okażmy miłosierdzie takie jak okazywał nam Jan Paweł II i pokażmy że niezapomnieliśmy jak bardzo nas kochał i kocha i kochać będzie na zawsze oddając krew dla tego kwiatuszka możemy dać dowód że niezapomnielimy o nim i że jesteśmy miłosierni i że cały naród nasz ma wielkie miłosierdzie do każdego z bliźniego swego tak jak umiłował i kocha nas, nasz pan w niebiosach !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
środa, 7 grudnia 2011
piątek, 21 października 2011
pierwszy wiersz mojego autorstwa
Wiersz o Miłości
1. Moje serce jest jak ofiara w sieci pająka. Tą ofiarą jestem ja i moje uczucie i tylko ty mój książę możesz moje serce wyplątać z tej pajęczej sieci. Bo kiedy ty jesteś przy mnie - wszystkie troski znikają.
2 .Kiedy trzymasz mnie w ramionach chce mi się żyć- wtedy jestem jak poczwarka. Wraz z twoją miłością unoszę się w powietrzu- staje się pięknym motylem w twej dłoni. Chcę być z tobą i chcę cię kochać bezgranicznie do końca świata.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Prawo do życia
Dziś poruszę temat aborcji, – ponieważ chce pomóc kobietom i dziewczynom, które mają wątpliwości lub chcą usunąć ciążę.
Nie tylko moja przyjaciółka ma taki problem – jest wiele kobiet a także i dziewczyn, które zachodzą w ciąże przed 18stym rokiem życia wtedy są albo zmuszane do aborcji lub dochodzą do wniosku same, że to jest jedyne wyjście z tej sytuacji lub strach przed wychowaniem – twierdząc - ja sobie sama nie poradzę nikt mi nie pomoże nie jestem jeszcze pełnoletnia rodzice mnie zostawili samą z tym problemem. Ale w takich momentach jest jedno wyjście pozostawienie dziecka w szpitalu nie krzywdząc dziecka, kiedy młoda mama decyduje się na taki krok, - krok pozostawienia małego aniołka w szpitalu dziecko czeka na adopcje i czeka na miłość nowych rodziców. Zdarza się i tak, że młoda matka chce zabić dziecko, bo go nie kocha, są również takie przypadki, że rodzice młodej matki doprowadzają sami swoją córkę do lekarza i proszą o usunięcie dziecka wtedy dziewczyna nie ma nic do powiedzenia i robi to pod przymusem lub jest zastraszana i robi to, bo musi, lecz są takie przypadki, kiedy młoda matka się przed wejściem do lekarza rozmyśli i nie wejdzie do lekarza na skutek rozmyślenia się i poczucia wielkiego uczucia do dziecka, czyli miłości i staje się szczęśliwą mamą, która za jakiś czas weźmie swoje maleństwo w ramiona, kiedy dziewczyna lub Kobieta się wycofują to jest najpiękniejsza chwila w życiu.
Bardzo często widzę w telewizji czy na ulicy, też mam przyjaciółkę, która za wszelką cenę chce usunąć dziecko, bo jest na wózku, ona boi się wyzwania i obowiązku boi się, że nie da rady dziecka wychować. Często rozmawiamy ona mówi, że jest kaleką, która nie da sobie rady z małym dzieckiem a ja jej powtarzam, że da radę, są przy niej ludzie, którzy ją kochają i którzy jej pomogą w wychowaniu dziecka. Ciężko ją przekonać, aby pozwoliła żyć maluszkowi, ale jakoś dam radę.
Nie tylko moja przyjaciółka ma taki problem – jest wiele kobiet a także i dziewczyn, które zachodzą w ciąże przed 18stym rokiem życia wtedy są albo zmuszane do aborcji lub dochodzą do wniosku same, że to jest jedyne wyjście z tej sytuacji lub strach przed wychowaniem – twierdząc - ja sobie sama nie poradzę nikt mi nie pomoże nie jestem jeszcze pełnoletnia rodzice mnie zostawili samą z tym problemem. Ale w takich momentach jest jedno wyjście pozostawienie dziecka w szpitalu nie krzywdząc dziecka, kiedy młoda mama decyduje się na taki krok, - krok pozostawienia małego aniołka w szpitalu dziecko czeka na adopcje i czeka na miłość nowych rodziców. Zdarza się i tak, że młoda matka chce zabić dziecko, bo go nie kocha, są również takie przypadki, że rodzice młodej matki doprowadzają sami swoją córkę do lekarza i proszą o usunięcie dziecka wtedy dziewczyna nie ma nic do powiedzenia i robi to pod przymusem lub jest zastraszana i robi to, bo musi, lecz są takie przypadki, kiedy młoda matka się przed wejściem do lekarza rozmyśli i nie wejdzie do lekarza na skutek rozmyślenia się i poczucia wielkiego uczucia do dziecka, czyli miłości i staje się szczęśliwą mamą, która za jakiś czas weźmie swoje maleństwo w ramiona, kiedy dziewczyna lub Kobieta się wycofują to jest najpiękniejsza chwila w życiu.
Apeluję w imieniu dzieci nienarodzonych, które krzyczą wraz ze mną to niesprawiedliwe. Krzyczą rozpaczliwym głosem mamusiu nie zabijaj pozwól mi żyć na tym bożym świecie pozwól mi się do siebie się przytulić Chce poczuć twe ramiona.
Apeluje do czytelniczek niebieskiego płomienia nie zabijajcie swych nienarodzonych, dzieci, bo każde nienarodzone dziecko i każda żywa istota ma prawo do życia i do miłości!
czwartek, 11 sierpnia 2011
Gorzka prawda
Dziś poruszę problem - traktowanie niepełnosprawnych w środowisku pełnosprawnych. Często widzę i ja też tego doświadczam, mam na myśli problem traktowania niepełnosprawnych przez pełnosprawnych, jak niepełnosprawni są często przez pełnosprawnych popychani, opluwani wyzywani, od najgorszych, bici, targani, odrzucani. Mam na myśli to, że sprawni całkowicie nie chcą się przyjaźnić z osobami niepełnosprawnymi mówiąc, - z tobą to nie będę się przyjaźnić, bo jesteś kaleką na wózku. Zabierają niepełnosprawnym wszystko, co mają przy sobie, zabierają im nawet to, co mają na sobie nie patrząc czy biedny, pokrzywdzony przez los człowiek ma, co jeść, ma, co pić, czy nie jest mu zimno, czy nie choruje. Często w naszym kraju tak jest, że osoby, które nie zaznały jakiegokolwiek cierpienia i bólu pomiatają osobami potrzebującymi pomocy, a nasze państwo nie chroni ludzi pokrzywdzonych przez los. Wiedząc, że niepełnosprawni wymagają więcej uwagi, więcej troski, ciepła, więcej poświęconego czasu, chcą się przytulić, usłyszeć jakiekolwiek ciepłe słowo. Takich jak „nie jesteś sam jestem przy tobie”. Jest wiele miejsc dla osób niesprawnych gdzie nie ma wind nie ma jakichkolwiek ułatwień dla takich osób jak my abyśmy mogli się ruszyć np. na miasto czy do lekarza, czy wyjść na zakupy, na spacer. Niepełnosprawni chcą się poczuć niezależni od drugiej osoby i nie prosić drugą osobę o pomoc np. w podjechaniu wózkiem pod schody, bo wiadomo, że osoba, która chodzi o własnych nogach i siłach jakoś wejdą pod te schody. Ludzie na wózku już mają z tym problem, pełnosprawny idąc pod rodzę udaje, że nie widzi lub widzi, że się człowiek męczy, nie pomoże jednak osobie niepełnosprawnej. Apeluję do naszego społeczeństwa - traktujcie niepełnosprawnych tak samo jak byście chcieli, żeby was traktowano kiedyś jak i również do naszego państwa - zróbcie coś, aby niepełnosprawni mogli poczuć się samodzielni i niezależni od drugiej osoby!
wtorek, 9 sierpnia 2011
Prawdziwa Historia - Część Czwarta
Dziś opowiem wam jak to było przy drugiej operacji na kręgosłup…
Z moją miednicą od urodzenia było coś nie tak – panewka była niewyrobiona, a ja dużo czasu spędzałam w pozycji siedzącej i na skutek siedzenia wykrzywił mi się kręgosłup w literkę C byliśmy u lekarza a lekarz powiedział musimy jak najszybciej operować bo kręgosłup może ulec pęknięciu i będzie po mnie w mym sercu pojawił się niepokój wystraszyłam się diagnozy lekarza a mianowicie słów lekarza, - musimy jak najszybciej operować, bo kręgosłup może ulec pęknięciu i będzie po mnie, ale szybko strach minął bo zrozumiałam, że uratują me życie, po mimo zbliżającej się operacji uśmiech z mej twarzy nie schodził byłam bardzo optymistycznie nastawiona myślałam tylko o tym jak to będzie po operacji. Jak to będzie gdy stanę na nogi i jak me życie się zmieni, kiedy o tym myślałam byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi, nadszedł upragniony dzień operacji a ja wciąż myślałam o tym jak to będzie po operacji. W czasie operacji śnił mi się mój zmarły dziadziuś mówił mi tylko że mam się nie bać i nic mi nie będzie. Patrzyłam na dziadka i powoli zasypiałam wtedy poczułam obecność i jego czułe ramiona i poczułam że jestem bezpieczna. operacja trwała 5 godzin. Kiedy się obudziłam chciałam się przewrócić poczułam straszny ból i pieczenie w plecach również poczułam że mam blokadę która uniemożliwia mi ruch na początku potrzebowałam całodobowej pomocy i musiałam cały czas leżeć, a każdy ruch sprawiał mi okropny ból że przy każdym ruchu oczy zalewały się łzami myślałam wtedy o tym że stanę na nogi i zacznę normalnie chodzić i funkcjonować tak jak każdy pełnosprawny człowiek wtedy było lepiej. przyszedł dzień rehabilitacji cieszyłam się bo chciałam już wstać i iść, ale kiedy rehabilitant podniósł mi łóżko na pozycje siedzącą poczułam okropny przeszywający ból me ciało i łzy i do tego nie mogłam oddychać każde nabranie powietrza sprawiało mi okropny ból dawano mi wiele leków nasennych byłam pod aparaturą z nadzieją że się uda ale po mimo bólu i cierpienia uśmiech mi towarzyszył każdego dnia. Każdego wieczoru modliłam się pełna nadziei że zaznam szczęścia i opuszczę to piekło, które trzyma mnie całe życie tzn. wózek ;):* po tygodniu wypisano mnie do domu, w domu starałam się walczyć ale kiepsko mi szło nie miał mnie kto zmotywować. Rok po operacji odezwał się do mnie przyjaciel z którym nie utrzymywaliśmy kontaktu po paru naszych rozmowach Przez komunikator Gadu, Gadu nie wiem jak to zrobił ale zmotywował mnie i dzięki niemu postanowiłam walczyć i walczę do tej pory. Czytelniku warto walczyć o swe szczęście
Jeśli jednak nie masz dla kogo walczyć, to walcz dla ludzi którzy cię kochają lub dla swoich prawdziwych przyjaciół których na pewno masz wiem jedno Jeśli będziesz walczył to na pewno dojdziesz do postawionego sobie celu. !
Jeśli jednak nie masz dla kogo walczyć, to walcz dla ludzi którzy cię kochają lub dla swoich prawdziwych przyjaciół których na pewno masz wiem jedno Jeśli będziesz walczył to na pewno dojdziesz do postawionego sobie celu. !
sobota, 6 sierpnia 2011
Prawdziwa Historia Część Trzecia
Kiedy Obudziłam się po operacji na nogi, o której pisałam w drugiej części. Zobaczyłam tylko łóżka innych dzieci również po operacji i wirującą przed moimi oczami kroplówkę słysząc jak przez echo głos pielęgniarek po wybudzeniu z narkozy nie kontaktowałam zbyt dobrze miałam strasznie ciężką głowę, poczułam tylko okropny ból w nogach, kiedy próbowałam zmienić pozycje z pleców na bok poczułam wielki ciężar i również zauważyłam, że me nogi po mimo mych starań przekręcenia się na bok nie przekręcają się razem ze mną. Nie wiele myśląc podniosłam swą ciężką głowę i spojrzałam na me nogi, pomyślałam sobie - co to jest - czemu moje nogi leżą tak bezwładnie, kiedy mi się przypomniało że to gips pomyślałam sobie Boże nie ! proszę pozwól mi się ruszyć proszę!!!!. Za każdym razem kiedy otwierały się drzwi od Sali pooperacyjnej myślałam sobie Boże nareszcie lekarz przyjdzie i mnie wyciągnie z gipsu ale tak się Zdarzyło to za każdym razem była pielęgniarka, która mi przynosiła tabletki przeciwbólowe i nasenne żebym spała, za 7 dni wypisywano mnie do domu, w domu było już troszeczkę lepiej bo widziałam znajome twarze czyli moją mamę itp. ale był okropny ból bo było gorąco a gips mnie parzył w nogi nie raz płakałam z bólu ale postanowiłam że wytrzymam i wytrzymałam… kiedy zawieziono mnie do szpitala karetką na zdjęcie gipsu pomyślałam sobie nareszcie zrobię pierwszy krok ;) ale nadzieja trwała krótko bo nie zaczęłam chodzić ale nie straciłam nadziei myślałam spoko Sandi jeszcze będą Cię rehabilitować jeszcze zaczniesz chodzić zobaczysz ;) na drugi dzień przyszedł do mnie rehabilitant ja byłam pełna optymizmu nadszedł upragniony dzień rehabilitacji zaczął mi zginać nogi a ja w momencie zgięcia nogi poczułam okropny ból a oczy łzawiły mi samoistnie choć nie chciałam pokazać tego po sobie że płaczę z bólu nie chciałam również po sobie pokazać że się załamuje, w tym samym momencie, w momencie upadku z własnych nóg poczułam jak zgasła kolejna nadzieja na normalne życie poczułam że jestem do kitu do niczego że nie powinnam się narodzić że już mnie nic dobrego nie spotka lecz się pomyliłam spotkało mnie pojawił się przyjaciel, który uratował mą psychikę i ten oto przyjaciel pomaga mi do dziś ;)
Więc czytelniku ty też się nie załamuj i pokarz że potrafisz pokarz sobie i innym że potrafisz !!!!!!!!
piątek, 5 sierpnia 2011
Druga część mojej Prawdziwej Historii
Dziś pora na drugą część Prawdziwej Historii.
więc zaczynam:
Kiedy podrosłam mając 13 lat lekarze powiedzieli moim rodzicom adopcyjnym że zacznę chodzić tylko wtedy gdy przeprowadzą operacje na biodro, kiedy to usłyszałam pomyślałam sobie jest nadzieja może opuszczę ten wózek, ale nadzieja trwała bardzo krótko, ponieważ rodzice nie zgodzili się na tą operacje pomyślałam wtedy sobie Boże daj mi szansę proszę nie odbieraj mi nadziei na szczęście. Wróciliśmy do domu byłam załamana, bo kolejna szansa na opuszczenie wózka i normalne życie prysła jak bańka mydlana ale nie straciłam nadziei na lepsze jutro… pomyślałam sobie zacznę walczyć i pokarze lekarzom na co mnie stać i pokarze że żadna operacja na żadne biodro nie jest mi potrzebna ,po kilku dniach walki o me normalne życie nie widziałam żadnej poprawy nic się nie zmieniło wszystko zostało tak jak było, bolało mnie to okropnie przestałam wierzyć w to że cokolwiek się w mym życiu zmieni, przestałam wierzyć w me bardzo dla mnie ważne marzenia, wraz z odpływającymi marzeniami płynęły po mym policzku łzy rozpaczy i łzy zabitej nadziei, po kolejnym smutnym szarym dniu bez jakiejkolwiek radości z kolejnego słonecznego dnia, nagle słyszę pukanie do drzwi mama poszła otworzyć widziałam chrzestnego z małym pieskiem pod kurtką postanowiliśmy go przygarnąć ten mały zwierzaczek obudził we mnie nadzieję i me marzenia. Postanowiłam znów walczyć stanąć Na nogi żeby wyjść z pieskiem na spacerek, lecz po każdym dniu walki stawałam się coraz słabsza i zmęczona, gdy zrobiłam sobie małą przerwę mama wchodząc do pokoju mówi, - masz straszne przykurcze kolan i ortopeda mówi że mogą się tych przykurczy pozbyć operacyjnie i w tedy może zaczniesz chodzić pomyślałam sobie jest kolejna szansa może Się uda zgodziłam się. Nie bałam się operacji, bo miałam nadzieje że będzie lepiej, i jest lepiej, mam wyprostowane nogi, ale nie do końca, bo do końca nie mogli wyprostować, poruszam się lepiej na więcej mnie stać. Choć musiałam leżeć w gipsie 6 tygodni i było strasznie nie wygodnie wytrzymałam dałam radę, po wyjęciu mnie z gipsu czekało mnie piekło rehabilitacji, było strasznie bolało potwornie lecz dałam radę bo chciałam dać radę i się udało po wyczerpującej rehabilitacji mój stan zdrowia poprawił się…
Więc i ty czytelniku nie poddawaj się walcz o własne marzenia i o swe zdrowie nie poddawaj się i nie załamuj się jeśli coś ci nie wyjdzie jeden raz podnieś się i próbuj dalej a za którymś razem na pewno ci się uda… teraz ja czekam na wieści od Ciebie czytelniku,
Czekam na okrzyk radości – udało mi się !
środa, 22 czerwca 2011
Prawdziwa historia
Ciąg dalszy z walki o zdrowie
Kiedy się urodziłam byłam cała sina płakałam 24 na dobę moja babcia, która stała się automatycznie moją kochającą mamą walczy o każdy mój samodzielny ruch od kiedy pojawiłam się u moich kochających dziadków w domu. Moi dziadkowie mnie zaadoptowali kiedy, trafiłam do domu, wyglądałam jak psychicznie chora, gdy ktoś podchodził do wózka dziecięcego, w którym leżałam ja. Od razu odchodzono od wózka i z litością patrzono na mój stan. Moi dziadkowie poszli ze mną do lekarza, ponieważ podejrzewali że coś się ze mną dzieje, bo byłam bardzo spastyczna przy każdym ruchu jaki mamo – babcia ze mną wykonywała np. kąpiel ubieranie itp. Podczas wizyty u lekarza ortopedy w czasie badania usłyszeli dziecko cierpi na porażenie mózgowe. Moi opiekunowie byli załamani, bo po raz pierwszy się spotkali z taką chorobą i nie wiedzieli co dalej ale z czasem się nauczyli się ze mną i z moją chorobą postępować...przy rehabilitacji strasznie płakałam będąc malcem, do dziś nie wiem dlaczego płakałam bez przerwy ale na szczęście moi adopcyjni rodzice są bardzo cierpliwi i kochają mnie taką jaka jestem. Dzięki Bogu uratowali mnie przed śmiercią i dzięki Bogu dziś mogę się podzielić z wami moją historią..;)
Kiedy Podrosłam troszkę nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji myślałam tylko o zabawie… dopiero od 15 roku życia zaczęłam myśleć poważnie o tym co się dzieje i jak z tym walczyć… zrozumiałam że to nie są już przelewki…zaczęłam stawiać czoło chorobie. Było ciężko nic mi nie wychodziło nawet z przekręcaniem się na łóżku miałam problemy, ze wszystkim praktycznie miałam problemy, nie mogłam nic zrobić na szczęście nie straciłam mowy więc mogłam tylko mówić, bolało mnie to bo chciałam coś zrobić sama z czymś sobie poradzić sama a nie mogłam…walczyłam, walczyłam a mimo to nic. Nie było poprawy załamałam się, bo widziałam i wiedziałam że moje starania nic nie dają powiedziałam, - mamie mamo ja już nie mam siły do walki jestem słaba i do kitu poddaje się !!! to załamanie trwało dwa lata. W czasie tego otóż załamania poznałam bardziej swojego przyjaciela dzięki któremu dałam radę się pozbierać i stać się twardą dziewczyną i nauczył mnie walki o swoje marzenia i nie pozwolił mi się załamać kolejny raz i tak naprawdę to dzięki mojemu przyjacielowi Postanowiłam dalej walczyć to on postawił moją psychikę na nogi i dzięki temu walczę do tej pory i dzięki Bogu i dzięki przyjacielowi wygrywam z chorobą
Więc i ty czytelniku się nie poddawaj dasz radę jeśli tylko masz przy sobie prawdziwych przyjaciół.
Kiedy się urodziłam byłam cała sina płakałam 24 na dobę moja babcia, która stała się automatycznie moją kochającą mamą walczy o każdy mój samodzielny ruch od kiedy pojawiłam się u moich kochających dziadków w domu. Moi dziadkowie mnie zaadoptowali kiedy, trafiłam do domu, wyglądałam jak psychicznie chora, gdy ktoś podchodził do wózka dziecięcego, w którym leżałam ja. Od razu odchodzono od wózka i z litością patrzono na mój stan. Moi dziadkowie poszli ze mną do lekarza, ponieważ podejrzewali że coś się ze mną dzieje, bo byłam bardzo spastyczna przy każdym ruchu jaki mamo – babcia ze mną wykonywała np. kąpiel ubieranie itp. Podczas wizyty u lekarza ortopedy w czasie badania usłyszeli dziecko cierpi na porażenie mózgowe. Moi opiekunowie byli załamani, bo po raz pierwszy się spotkali z taką chorobą i nie wiedzieli co dalej ale z czasem się nauczyli się ze mną i z moją chorobą postępować...przy rehabilitacji strasznie płakałam będąc malcem, do dziś nie wiem dlaczego płakałam bez przerwy ale na szczęście moi adopcyjni rodzice są bardzo cierpliwi i kochają mnie taką jaka jestem. Dzięki Bogu uratowali mnie przed śmiercią i dzięki Bogu dziś mogę się podzielić z wami moją historią..;)
Kiedy Podrosłam troszkę nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji myślałam tylko o zabawie… dopiero od 15 roku życia zaczęłam myśleć poważnie o tym co się dzieje i jak z tym walczyć… zrozumiałam że to nie są już przelewki…zaczęłam stawiać czoło chorobie. Było ciężko nic mi nie wychodziło nawet z przekręcaniem się na łóżku miałam problemy, ze wszystkim praktycznie miałam problemy, nie mogłam nic zrobić na szczęście nie straciłam mowy więc mogłam tylko mówić, bolało mnie to bo chciałam coś zrobić sama z czymś sobie poradzić sama a nie mogłam…walczyłam, walczyłam a mimo to nic. Nie było poprawy załamałam się, bo widziałam i wiedziałam że moje starania nic nie dają powiedziałam, - mamie mamo ja już nie mam siły do walki jestem słaba i do kitu poddaje się !!! to załamanie trwało dwa lata. W czasie tego otóż załamania poznałam bardziej swojego przyjaciela dzięki któremu dałam radę się pozbierać i stać się twardą dziewczyną i nauczył mnie walki o swoje marzenia i nie pozwolił mi się załamać kolejny raz i tak naprawdę to dzięki mojemu przyjacielowi Postanowiłam dalej walczyć to on postawił moją psychikę na nogi i dzięki temu walczę do tej pory i dzięki Bogu i dzięki przyjacielowi wygrywam z chorobą
Więc i ty czytelniku się nie poddawaj dasz radę jeśli tylko masz przy sobie prawdziwych przyjaciół.
wtorek, 31 maja 2011
Czas na zwycięstwo !
Czym jest życie? - życie to najpiękniejszy i największy dar od Boga lecz czasem nadchodzi czarna kurtyna niepełnosprawności a osoba która zostaje za kurtyną jest zgnieciona dźwigiem niepełnosprawności, czasem osoba gnieciona udaje że wszystko jest w porządku przed ludźmi i przed samym sobą, a tak naprawdę w środku człowieka ściska a w gardle staje ciężki głaz rozpaczy a z oczu po kryjomu płyną łzy bezradności i bezsilności. Człowiek w takich chwilach chce tytko jednego śmierci !. lecz któregoś dnia zjawia się przyjaciel który pomaga osobie niepełnosprawnej w każdej sytuacji i to prawdziwy przyjaciel staje się motywacją i to on potrafi motywować tak jak nikt inny! Wtedy osoba potrzebująca pomocy ją otrzymuje i już nie chce umrzeć lecz chce dalej żyć walczyć chce pokazać że poświęcenia przyjaciela nie idą na marne pojawia się w życiu tego człowieka tęcza ! wtedy po raz pierwszy się uśmiechnie i walczy bezustannie u swe szczęście mówiąc sobie po cichu dzięki tobie przyjacielu nie jestem więźniem własnego losu dzięki tobie dam radę, dzięki tobie nie jestem słaby, dzięki tobie jestem silny potrafię walczyć nie boje się walczyć z przeszkodami mego losu Jestem twardy podniosę się z doła w którym mnie los starał się zamknąć podniosę się i powiem sobie i wszystkim na świecie jak również wszystkim niepełnosprawnym że łańcuchy na których jest nasz los uwięziony da się pokonać jeśli ma się przyjaciół obok siebie
Dziś pragnę powiedzieć wszystkim czytelnikom niebieskiego płomienia nie dajcie się zniszczyć łańcuchom niepełnosprawności te okropne łańcuchy są do pokonania mi się udaje! teraz czytelniku czas stanąć na ringu ze swoją chorobą i czas zwyciężyć czas na nasze zwycięstwo nie poddajmy się znokautujmy chorobę czas
start !!!!
Dziś pragnę powiedzieć wszystkim czytelnikom niebieskiego płomienia nie dajcie się zniszczyć łańcuchom niepełnosprawności te okropne łańcuchy są do pokonania mi się udaje! teraz czytelniku czas stanąć na ringu ze swoją chorobą i czas zwyciężyć czas na nasze zwycięstwo nie poddajmy się znokautujmy chorobę czas
start !!!!
piątek, 27 maja 2011
Bariera życiowa nie pokona silnych i wierzących w siebie.
Jeśli los jest bezlitosny i bez litości cię zaczyna łamać niepełnosprawnością, nie pokazuj, że powoli się poddajesz, lecz zacznij walczyć z uśmiechem na twarzy i wiarą w siebie i swoje możliwości. Jeśli upadniesz słaby ze łzami w oczach, uwierz w siebie samego, nawet jeśli inni w ciebie nie wierzą, pokaż im że nie jesteś słaby i że nic cię nie da rady złamać. Powiedz sobie samemu: dam rade, wstanę, jestem silny jak stal, nic mnie nie powstrzyma. Wygram z chorobą, nic mnie nie przykuje do wózka, nie poddam się, potrafię, choć jeszcze o tym nie wiem.
To ja jestem panem swojego życia i losu i to ja decyduje i rozkazuje sobie samemu: wstań dasz rad pokonać niepełnosprawność
To ja jestem panem swojego życia i losu i to ja decyduje i rozkazuje sobie samemu: wstań dasz rad pokonać niepełnosprawność
środa, 25 maja 2011
Przesłanie do czytelników
Jeśli w czasie walki upadniesz jeden raz podnieś się i walcz dalej jeśli upadniesz 2 raz podnieś się i walcz ze zdwojoną siłą Jeśli upadniesz 3 raz podnieś się i walcz z potrójną siłą nigdy nie rezygnuj z walki o własne szczęście i o własne marzenia jeśli czegoś bardzo pragniesz i będziesz walczył w końcu to otrzymasz !!!!
wtorek, 24 maja 2011
Ułamek prawdy
Dziś czas na opowiedzenie wam kilka słów prawdy o mojej przeszłości.
Moja przeszłość była jak czarny pełna goryczy kraina pełna łez bólu i cierpienia. Od urodzenia choruję na porażenie mózgowe cztero kończynowe miałam również porażenie splotu barkowego czyli tzn. wyrwaną rękę ze splotu barkowego na skutek czego moja ręka była władna gdzie położyłam rękę tak leżała nieruchomo, byłam bardzo płaczliwym dzieckiem, byłam również bardzo schorowanym dzieckiem.
MOJE PRZYJŚCIE NA ŚWIAT:
MOJE PRZYJŚCIE NA ŚWIAT:
Przyjście na świat nie przebiegało normalnie ponieważ moja biologiczna matka nie chciała żebym się urodziła i próbowała doprowadzić do poronienia w czasie gdy przyszła pora porodu matka wstrzymywała poród doprowadzono ją na porodówkę siłą dano jej narkozę w wyciągnięto mnie kleszczowo i doszło do nie dotlenienia skutek niedotlenienia nastąpiło porażenie mózgowe i od początku gdy powitałam ten świat wraz ze światem powitał mnie wózek ale i tak nie poddaję się chorobie z uśmiechem na twarzy:)
MOJE CHOROBY:
Wodniak w głowie który na szczęście sam się wchłonął, wielka przepuklina, wyrwana ręka, rozrzedzona siatkówka oczna, groziła mi utrata wzroku utrata mowy.
niedziela, 22 maja 2011
Kropelka radości
Życie jest piękne, ale czasem dotkliwie rani cierniem niepełnosprawności. Nie jest jednak przeszkodą w spełnianiu własnych marzeń i do normalnego życia w radości. Te ciernie jeszcze bardziej bolą cierpiącego, gdy ludzie wyzywają, plują na ofiarę niepełnosprawności. Wtedy chora osoba cierpi, wiedząc, że nie ma dla kogo i po co walczyć. Jednak gdy zacznie się modlić, następuje ukojenie duszy i nagle otrzymuje siłę do walki. Wtedy chora osoba wie, że ma wsparcie w Bogu i że z czasem pojawi się tęcza w życiu, osoba, która pomoże w walce z bolesną codziennością;)
Nie bójmy się więc powiedzieć niepełnosprawności stop ;)
Nie bójmy się więc powiedzieć niepełnosprawności stop ;)
Jak przyjaźń zmienia pozytywnie życie osoby niepełnosprawnej.
Cześć
Na imię mam Sandra
Mam 19 lat, uczę się bardzo dobrze, jestem w drugiej liceum. Jestem pozytywnie nastawiona do życia i nie boję się walki z chorobą, lecz kiedyś zabrakło mi sił i poddałam się. Pewnego dnia coś mnie skłoniło do modlitwy, zaczęłam się modlić bardzo żarliwie, prosząc Boga o przywrócenie mi sił do walki, siła powróciła, a wraz z nią siłą powróciły marzenia i chęć spełniania nawet tych najskrytszych pragnień. W tych samych dniach, w których powróciła siła do walki z chorobą i z własnymi słabościami, poznałam przyjaciela, który mi bardzo pomógł i pomaga do tej pory.
Warto więc mieć przyjaciół.
Na imię mam Sandra
Mam 19 lat, uczę się bardzo dobrze, jestem w drugiej liceum. Jestem pozytywnie nastawiona do życia i nie boję się walki z chorobą, lecz kiedyś zabrakło mi sił i poddałam się. Pewnego dnia coś mnie skłoniło do modlitwy, zaczęłam się modlić bardzo żarliwie, prosząc Boga o przywrócenie mi sił do walki, siła powróciła, a wraz z nią siłą powróciły marzenia i chęć spełniania nawet tych najskrytszych pragnień. W tych samych dniach, w których powróciła siła do walki z chorobą i z własnymi słabościami, poznałam przyjaciela, który mi bardzo pomógł i pomaga do tej pory.
Warto więc mieć przyjaciół.
Subskrybuj:
Posty (Atom)