piątek, 30 grudnia 2011
Mój przyjaciel OzN
środa, 7 grudnia 2011
poniedziałek, 14 listopada 2011
Chcę czuć się dobrze. A Ty?
niedziela, 13 listopada 2011
Odpowiednie pytanie
piątek, 21 października 2011
pierwszy wiersz mojego autorstwa
czwartek, 20 października 2011
Drugie warsztaty UU - relacja.
<< Nie ma, że boli… Czas zakasać rękawy i brać się do dalszej pracy! Odkładanie „na jutro” odpada - dyskryminacja nie śpi. Żeby niepełnosprawność nie przeszkadzała dostrzec „człowieka w człowieku” - konieczny jest remanent i remont. Ekipa „Uprzedź uprzedzenia”, czyli dwudziestu młodych aktywistów i liderów z całej Polski już to wie. W zeszły weekend tzn. 15-16 października 2011 r. w Warszawie ekipa po raz kolejny się spotkała, aby wspólnymi siłami pchnąć sprawy do przodu i aby przyczynić się do zmiany postrzegania niepełnosprawności w wymiarze społecznym i prawnym. >>
niedziela, 2 października 2011
Wierzę w te wartości
wtorek, 20 września 2011
Wytrwałość II
Wiara, jak mówiłem nieraz ja i mówiło to wielu mądrzejszych przede mną – czyni cuda. Mocna wiara w siebie i we własne możliwości jest niebywałą zaletą, która potrafi przenosić góry. Jeżeli w coś bardzo wierzysz i nie wątpisz w to – staje się to dla ciebie rzeczywistością.
Wielu chorych ludzi dzięki swojej wierze zdrowiało. Jezus, kiedy uzdrawiał, mówił do osoby uzdrowionej – to twoja wiara cię uzdrowiła. Wiara to bardzo silna cecha, dzięki której można osiągnąć w życiu niemalże wszystko.
Trzeba przy tym uważać, by w naszą wiarę nie wkradało się zwątpienie, które łatwo może wszystko zniszczyć. Póki pcha nas do przodu wiara, wszystko jest OK., ale kiedy tylko wkrada się w nią zwątpienie, łatwo wszystko można popsuć.
Pamiętam fragment Pisma Świętego, w którym Jezus mówił o tym, jak wielką moc posiada w sobie wiara. Poza tym, że potrafi ona uzdrawiać schorowanych, ma także możliwości do tego, by przenosić góry. Ale – o czym mówił już sam Jezus – nie można wątpić, bo zwątpienie to coś, co może wszystko zepsuć.
Nawiązałem do Pisma Świętego. Przyznam się, bez bicia, że nie przeczytałem Go jeszcze całego. Jestem w trakcie lektury. Skończę czytanie jeszcze w tym roku. Gdybym miał więcej czasu, zrobiłbym to zapewne szybciej. Ale powoli, cierpliwie, uważnie, bez pośpiechu pochłaniam kolejny wers za wersem.
Ostatnimi czasu jest to mało-modne, ale: tak, czytam Pismo Święte. Czytam Pismo Święte i z każdym dniem coraz mocniej wierzę w Boga i coraz bardziej uświadamiam sobie to, że jestem chrześcijaninem. Kiedy człowiek postępuje w zgodzie z zasadami chrześcijańskimi – życie staje się łatwiejsze.
Każdy ma chwile słabości, chwile, w którym ulega pokusom – to rzecz normalna. Tylko że po co dawać temu przyzwolenie? Dziś są czasy, w których – tak mi się wydaje – człowiekowi na więcej się przyzwala. Wiem, że kiedyś ludzie też grzeszyli, też postępowali nie tak, jak trzeba, ale kiedyś nie było na to ogólnego przyzwolenia. Jeśli postąpiłeś źle – OK., stało się, każdy popełnia błędy. Ale po co o tym mówić głośno?
W jakim celu nagrywa się piosenki, w których śpiewa się o tym, że wierność jest nudna? W jakim celu powstają seriale, w których główni bohaterowie jawnie grzeszą? Po co to wszystko?
Myślę, że prezentowanie takich zachowań, powoduje, że zwykły człowiek czuje się usprawiedliwiony, kiedy zdradzi swojego partnera lub zrobi inną rzecz niezgodną ze swym sumieniem. Przecież robią tak gwiazdy, osoby szanowanie i podziwiane, to on także może.
Każdy człowiek jest sam odpowiedzialny za swoje życie. I myślę, że nie powinien zrzucać odpowiedzialny na sytuację czy atmosferę. Chodzi mi o to, że niektórzy usprawiedliwiają swoje niecne czyny, twierdząc, że tak się stało, że zdradziłem/zdradziłam, ponieważ ogólna atmosfera mnie do tego skłoniła. Mówiąc ogólna atmosfera, mam na myśli np. jakąś imprezę. Wszyscy popiliśmy, ja też, atmosfera była bardzo luźna, więc zdradziłem/zdradziłam. Poniosło mnie, zapomniałam się.
Według mnie to nie jest żadne usprawiedliwienie. Ale niech każdy postępuje tak, jak czuje. Niech każdy robi to, co uważa za słuszne. Jeśli ma ochotę zdradzać – niech zdradza. Ale nie chciałbym, żeby takie zachowania były usprawiedliwiane i przyzwalane przez ogół. Dlaczego? Dlatego bo zaraz wszyscy zaczną zdradzać, kraść, zabijać, a potem to usprawiedliwiać.
Ale powróćmy do naszej wiary, o której pisałem na początku. Wiary, dzięki której potrafimy osiągnąć w życiu niemalże wszystko. Wiary w siebie i we własne możliwości. Wiary w to, że jeżeli czegoś bardzo chcemy, to to osiągniemy.
Do wiary dodajemy motywację. Później do tego wsypujemy garść siły. Potem działamy, mając ciągle na uwadze nasz cel. Coraz mniej rzeczy staje się niemożliwych. Coraz więcej furtek staje przed nami otworem.
Świetnym tego przykładem jest nasz ostatni sztafetowy bieg do stolicy. Ludzie, którzy brali w nim udział, bili swoje rekordy. Pozwalam sobie jeszcze raz wrzucić do niego (relacja) link: http://www.wsp.lodz.pl/news-387.html.
Zwróćcie uwagę, że biegły z nami osoby na wózkach. Całym bohaterem biegu był Zbyszek, który biega o kulach. Ma na swoim koncie pół-maraton, czyli 21 kilometrów. To dowody na to, że jeśli czegoś bardzo chcemy – osiągniemy to. Trzeba tylko naprawdę tego chcieć, a potem połączyć ze sobą wiarę, motywację, siłę, działanie. I wytrwałość, o której pisałem w poprzednim poście.
Pozdrawiam serdecznie! I życzę Czytelnikom samych sukcesów!
PS I nie poddawajcie się, kiedy coś Wam nie wyjdzie. Każda porażka ma w sobie zalążek sukcesu. Wygrywają ci, którzy walczą do końca!
poniedziałek, 19 września 2011
Wytrwałość
Na szczęście nie zrobiłem tego. Wiem, że gdybym tak postąpił, gdybym się poddał, oznaczałoby to moją porażkę. A, jak wiadomo, nikt nie lubi przegrywać. Ja nie lubię przegrywać do kwadratu.
Zawsze w tych trudnych chwilach odnajdowałem w sobie jakąś siłę, która pozwalała mi je przetrwać. To taka jakby wytrwałość, która nie pozwalała mi, bym przestał walczyć. Dzięki niej rozwijam się, czyniąc postępy w swoim życiu.
Czasem też mam chwile, w których czuję się gorzej, lecz wiem, że muszę iść do przodu, bo jeśli się zatrzymam, zacznę się cofać. Życzę Wam wiary we własne siły!
czwartek, 15 września 2011
Dobiegliśmy do stolicy!
http://www.wsp.lodz.pl/news-387.html
wtorek, 30 sierpnia 2011
Bieg do stolicy
Też będę biegł. Oto link, gdzie możecie dowiedzieć się więcej:
http://www.wsp.lodz.pl/news-386.html
niedziela, 28 sierpnia 2011
Siema ludziska
wtorek, 23 sierpnia 2011
Marzenia Działanie Sukces (MDS - DSM)
Człowiek zaczyna działać cały czas widząc swój cel, który sobie wymarzył. Podświadomość pcha go do konkretnych działań. Odwaga i wiara dodają mu skrzydeł. Najpierw były tylko marzenia, teraz powstają i rodzą się działania, które prowadzą do realizacji upragnionych marzeń. Tak więc człowiek działa, działa, działa, mając w sercu wiarę w to, że mu się uda. Aż wreszcie, co jest nieuniknione, przychodzi sukces.
Sukces jest uwieńczeniem. Spełniają się marzenia człowieka. Człowiek odczuwa wielkie zadowolenie, że udało mu się osiągnąć to, co sobie postanowił. Ale to nie koniec. To początek nowych marzeń. Wyższych i bardziej wzniosłych niż te poprzednie. I znów: Marzenia, Działanie, Sukces. I tak bez końca.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Prawo do życia
Nie tylko moja przyjaciółka ma taki problem – jest wiele kobiet a także i dziewczyn, które zachodzą w ciąże przed 18stym rokiem życia wtedy są albo zmuszane do aborcji lub dochodzą do wniosku same, że to jest jedyne wyjście z tej sytuacji lub strach przed wychowaniem – twierdząc - ja sobie sama nie poradzę nikt mi nie pomoże nie jestem jeszcze pełnoletnia rodzice mnie zostawili samą z tym problemem. Ale w takich momentach jest jedno wyjście pozostawienie dziecka w szpitalu nie krzywdząc dziecka, kiedy młoda mama decyduje się na taki krok, - krok pozostawienia małego aniołka w szpitalu dziecko czeka na adopcje i czeka na miłość nowych rodziców. Zdarza się i tak, że młoda matka chce zabić dziecko, bo go nie kocha, są również takie przypadki, że rodzice młodej matki doprowadzają sami swoją córkę do lekarza i proszą o usunięcie dziecka wtedy dziewczyna nie ma nic do powiedzenia i robi to pod przymusem lub jest zastraszana i robi to, bo musi, lecz są takie przypadki, kiedy młoda matka się przed wejściem do lekarza rozmyśli i nie wejdzie do lekarza na skutek rozmyślenia się i poczucia wielkiego uczucia do dziecka, czyli miłości i staje się szczęśliwą mamą, która za jakiś czas weźmie swoje maleństwo w ramiona, kiedy dziewczyna lub Kobieta się wycofują to jest najpiękniejsza chwila w życiu.
niedziela, 14 sierpnia 2011
Miejsca kultu niedostępne dla niepełnosprawnych
sobota, 13 sierpnia 2011
Mój nowy artykuł na stronie WSP
http://www.wsp.lodz.pl/news-384.html.
Pozdrawiam i życzę udanego weekendu!!
piątek, 12 sierpnia 2011
Wścibscy ludzie
Ja sobie nie życzę, aby ktoś interesował się tym jak ja się poruszam po mieście. Mam do tego prawo, prawda? Irytuje mnie jak starsi ludzie się nade mną użalają, gdyż nie szukam u nich współczucia, bo go nie potrzebuję. Niech sobie sami radzą ze swoimi problemami, a sami mają ich nie mało. Może jestem samolubny i w ogóle, ale nie życzę sobie wtryniania się ludzi do mojego stylu poruszania się. Amen.
Wścibskie babsko
czwartek, 11 sierpnia 2011
Jeszcze moje "trzy grosze" do tekstu Sandry
Jedyna kobieta w naszym gronie, poruszyła ważny temat. Zdarzają się bowiem debile, którym przeszkadza to jacy my jesteśmy, ale to ich problem i może powinni udać się do psychiatry. Ja jednak chciałem wypowiedzieć się w kwestii barier architektonicznych w Łodzi.
10 kwietnia 2010 roku wydarzyła się tragiczna w skutkach katastrofa smoleńska. Po tej tragedii w Urzędzie Miasta Łodzi na Piotrkowskiej 104 wystawiono księgę kondolencyjną. Ja jako Polak i patriota poczułem się w obowiążku wpisać się do tej księgi. W tym celu pojechałem do UMŁ, byłem bardzo zdziwiony, kiedy okazało się, że ta instytucja nie posiada windy. Zdjąłem kurtkę i spytałem szatniarza, gdzie należy się udać, aby dokonać wpisu. Wskazał na schody i powiedział, że należy po nich wejść na I piętro. I tu inna osoba będąc na moim miejscu może i by zrezygnowała, ale nie ja. Poszedłem do ochroniarzy i poprosiłem ich, żeby pomogli mi wejść po schodach, a ci od razu się zgodzili, nawet czekali na mnie, aż skończę się wpisywać.
Teraz pytanie retoryczne: kiedy do UMŁ wejdę nie prosząc nikogo o pomoc?
Łódź - przyjacielem niepełnosprawnych, jak ja chciałbym, aby takim miastem była, ale to tylko marzenia...
Jeszcze trochę o starszych paniach
Gorzka prawda
środa, 10 sierpnia 2011
Jeszcze trochę o seksie
Pod postem Piotra pojawił się komentarz Kamila, w którym kolega podkreślił, że dla niektórych OzN seks nie jest żadnym problemem, nie stanowi żadnego wyzwania, jest czymś naturalnym. Ale są też osoby, dla których niepełnosprawność stanowi barierę, której nie da się przeskoczyć lub przeskoczyć ją jest trudno – i przez to seksualność tych osób jest zupełnie inna niż osób pełnosprawnych i zdrowych.
Nie zagłębiałem się w ten temat. Pamiętam tylko z pewnych kursów, a także z zajęć na uczelni, że popęd seksualny osób pełnosprawnych i osób OzN jest taki sam. Tyczy to się także osób niepełnosprawnych intelektualnie. Ludziom często wydaje się, że osoby z niepełnosprawnością intelektualną mają wzmożony popęd, ponieważ tak często demonstrują i epatują to, że potrzebują seksu. Ale – jak mnie uczono – wcale tak nie jest. Osoby te, po pierwsze, nie mają pewnych blokad, po drugie – chcą być zauważone, chcą pokazać, że też mają swe potrzeby: - Hej, patrzcie, ja też potrzebuję seksu!
Nie jestem specjalistą w tej materii, mógłbym popisać wiele rzeczy nieprawdziwych, a więc porzucę teraz temat seksualności innych osób z niepełnosprawnością, a skupię się nieco na swojej seksualności.
Jeśli chodzi o moją seksualność – to jest bardzo okej, choć czasem wydaje mi się, że mój popęd seksualny jest większy niż innych, ale to chyba dlatego, że potrafię rozmawiać o seksie bez skrępowania, nie jest to dla mnie temat tabu. Nie raz dostałem „po głowie” od znajomych, że ja wciąż o tym seksie. To dziwne, ponieważ potrafię mówić o seksie otwarcie i nie potrzebuję do tego żadnych „rozluźniaczy” czy „wspomagaczy”, w przeciwieństwie do niektórych osób – zaznaczam: zdrowych i pełnosprawnych – które najpierw ganią mnie za mój brak skrępowania, a potem same, kiedy się tylko rozluźnią – na przykład, gdy siedzimy przy piwie – rozpoczynają „tematy seksualne”. Ale seks jest po to, by go uprawiać, a nie i nim mówić, więc…
Więc powiem – tak, powiem – kilka słów o tym, jak to jest u mnie z uprawianiem seksu. Po pierwsze: jak każdy mężczyzna – chcę być dobrym kochankiem. Jak mi to wychodzi – nie wiem – ponoć nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie. Miałem w swoim życiu kilka kobiet, rozpiętość wiekowa – od 18 (plus minus 2) do 40 (plus minus 2) lat. Nie piszę tego, by się chwalić, ponieważ jest innych wiele rzeczy z których mogę być dumny, a to tylko seks. Piszę to po to, by uświadomić niektórym, że do tego, by podrywać dziewczyny nie jest konieczna idealna, atletyczna budowa ciała. Nie mam takiej, choć lubię sport i ćwiczę kilka razy w tygodniu. Nie mam także rąk – mimo tego moje relacje kobieco-męskie są jak najbardziej w porządku.
Niektórzy pytali mnie, jak to jest być kochankiem bez rąk. Odpowiem tak, jak już nie raz odpowiadałem. To tak samo jak z rękoma, tyle że bez nich. Trudno to sobie wyobrazić? Nie umiem tego inaczej zobrazować. Ale, co już też mówiłem, to nie jest takie straszne, jak się niektórym wydaje. A wracając do tematu, jest to bardzo przyjemne. To prawda, że nie dotknę dziewczyny ręką, nie dam jej pieszczot dłonią, ale próbuję to nadrobić w inny sposób. I myślę, że naprawdę dobrze mi to idzie, choć – co już mówiłem – nie chcę być sędzią w swojej sprawie. Kończąc ten temat – powiem: seks jest po to, by go uprawiać, a więc już jestem cicho… Choć rozmowy przy seksie to rzecz bardzo przyjemna i jak najbardziej wskazana!
Idę ulicą.....
Droga Pani, może i bym mógł, gdybym nie był niepełnosprawny. Patrzy speszona i głupio jej się robi, przeprasza. Teraz już tego nie ma. Wsiadam do autobusu, to wstaje człowiek i ustępuje mi miejsca. Nasze społeczeństwo reaguje tylko wtedy gdy ma się przy sobie atrybut inwalidy?
wtorek, 9 sierpnia 2011
Starsza Pani i zakupy
Seks, a niepełnosprawni
Czy seks mogą uprawiać tylko ludzie zdrowi? Czy niepełnosprawni fizycznie nie mogą? W internecie po wpisaniu frazy podanej w tytule tego postu większość wyników odnosi się do osób niesprawnych, ale umysłowo. Ja w tym poście chciałbym postawić pytanie, czy osoba niepełnosprawna jeżdżąca na wózku lub z innym rodzajem niepełnosprawności fizycznej ma szanse na uprawianie seksu?
Osoby niepełnosprawne też pragną miłości duchowej i tej fizycznej, bo to, że ktoś ma niesprawne nogi czy ręce, albo to i to jednocześnie nie oznacza, że ma niesprawnego penisa. Niestety w naszym społeczeństwie te osoby (również i ja) spotykają się z szeregiem uprzedzeń na swój temat i to niekoniecznie ze strony partnera. Czasami wpływ na związek osoby niepełnosprawnej (nawet ze sprawną) mają jej rodzice. Mogę opowiedzieć Wam swoją historię. Poznałem dziewczynę na Sympatii.pl, moja niepełnosprawność jej nie przeszkadzała, spotykaliśmy się w realu przez dwa miesiące. Wydawało mi się, że będzie wszystko ok, że nic nas nie rozdzieli i nie poróżni. Pewnego razu do akcji wkroczyła jej matka (moja ówczesna dziewczyna nie miała ojca). Jej matka stwierdziła, że Aga (bo tak nazywała się moja dziewczyna) nie może ze mną być, bo jestem niepełnosprawny, że ja nigdy nie znajdę pracy i nie będziemy mieli z czego żyć. Powiem Wam, że było mi ciężko, bo bardzo ją kochałem i nie wiedziałem czy chcę się z nią rozstać. Ona jednak powiedziała mi, że nie może tak żyć, bo musiałaby zerwać kontakty z matką i ze znajomymi, a tego zrobić nie może.
Ja uważam, że odmienne zdanie rodzica, bądź rodziców jest dość patową sytuacją. Przekonałem się o tym rok później, kiedy poznałem Paulinę. Paulina ma 24 lata i choruje na tą samą chorobę co ja, a oprócz tego jest epileptyczką. Mieszka w Radomiu, a ja w Łodzi, dlatego kontaktowaliśmy się tylko przez internet (Gadu-Gadu, Skype). Nie musiałem długo czekać, aby się przekonać, że ta znajomość spotka się z dezaprobatą ze strony moich rodziców. Byłem na nich wściekły, ale nie mogłem zbyt wiele, bo z nimi mieszkam i nie chciałem robić sobie kłopotów. One i tak były, bo w chwili dużych emocji człowiek nie panuje nad tym co mówi, a powiedziałem im parę gorzkich słów, których nie będę tu przytaczał.
Co do problemu postawionego w temacie uważam, że jeśli trafimy na odpowiednią osobę, której nasza choroba nie będzie przeszkadzać mamy szansę na stworzenie trwałego związku, również z bogatym życiem erotycznym. Nie poddaję się, szukam dalej. Wy jeśli jeszcze jesteście niesprawnymi singlami też szukajcie. Macie prawo do szczęścia mimo, że jesteście wyjątkowi. Ta wyjątkowość czyni Was jeszcze bardziej wartościowszymi ludźmi.
Prawdziwa Historia - Część Czwarta
Jeśli jednak nie masz dla kogo walczyć, to walcz dla ludzi którzy cię kochają lub dla swoich prawdziwych przyjaciół których na pewno masz wiem jedno Jeśli będziesz walczył to na pewno dojdziesz do postawionego sobie celu. !
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Kamil jest moim kumplem ze szkolnej ławy.
niedziela, 7 sierpnia 2011
Bardzo się cieszę!
Szaleństwo....
Dwa lata temu miałem zabieg usunięcia kamieni z woreczka żółciowego. Lekarze zadecydowali, że wykonają mi go metodą laparoskopową. W trakcie zabiegu doszło do przecięcia tętnicy wątrobowej, a ja zacząłem krwawić. Lekarze musieli wykonać zabieg metodą klasyczną. Po zabiegu chirurdzy poinformowali mnie o detalach związanych z zabiegiem (łącznie z pechowym uszkodzeniem tętnicy). Po tej informacji się załamałem, wpadłem w depresję.
Dla moich bliskich był to szok, ponieważ zawsze jestem i byłem wesołym i uśmiechniętym człowiekiem, a wtedy było inaczej. Myślałem, że umrę. Nie chodziłem, mało co mówiłem, a jeśli nawet to od rzeczy. Byłem podłączony pod kroplówki. Nie obyło się bez konsultacji z psychiatrą, który przepisał mi odpowiednie leki, ale nie dawał mi szans na wyjście z dołka. Tak się złożyło, że od października 2009 roku miałem iść na studia magisterskie. Tata powiedział, że muszę napisać wszystko co mnie boli na komputerze, tak też zrobiłem. Napisałem wszystko, o czym wtedy myślałem. I wiecie co? Pomogło. Od tamtej chwili zacząłem wracać do siebie i normalnie egzystować. Komputer działa cuda. Psychiatra nie dawał mi szansy na pójście na studia od października, a ja poszedłem. Wygrałem z opętaniem, bo byłem silny. Wy też bądźcie silni. Tylko wtedy dojdziecie do celu!!!
sobota, 6 sierpnia 2011
Prawdziwa Historia Część Trzecia
Piotrek, dlaczego jesteś chory?
piątek, 5 sierpnia 2011
Bariery, bariery, bariery.....
Druga część mojej Prawdziwej Historii
Kiedy podrosłam mając 13 lat lekarze powiedzieli moim rodzicom adopcyjnym że zacznę chodzić tylko wtedy gdy przeprowadzą operacje na biodro, kiedy to usłyszałam pomyślałam sobie jest nadzieja może opuszczę ten wózek, ale nadzieja trwała bardzo krótko, ponieważ rodzice nie zgodzili się na tą operacje pomyślałam wtedy sobie Boże daj mi szansę proszę nie odbieraj mi nadziei na szczęście. Wróciliśmy do domu byłam załamana, bo kolejna szansa na opuszczenie wózka i normalne życie prysła jak bańka mydlana ale nie straciłam nadziei na lepsze jutro… pomyślałam sobie zacznę walczyć i pokarze lekarzom na co mnie stać i pokarze że żadna operacja na żadne biodro nie jest mi potrzebna ,po kilku dniach walki o me normalne życie nie widziałam żadnej poprawy nic się nie zmieniło wszystko zostało tak jak było, bolało mnie to okropnie przestałam wierzyć w to że cokolwiek się w mym życiu zmieni, przestałam wierzyć w me bardzo dla mnie ważne marzenia, wraz z odpływającymi marzeniami płynęły po mym policzku łzy rozpaczy i łzy zabitej nadziei, po kolejnym smutnym szarym dniu bez jakiejkolwiek radości z kolejnego słonecznego dnia, nagle słyszę pukanie do drzwi mama poszła otworzyć widziałam chrzestnego z małym pieskiem pod kurtką postanowiliśmy go przygarnąć ten mały zwierzaczek obudził we mnie nadzieję i me marzenia. Postanowiłam znów walczyć stanąć Na nogi żeby wyjść z pieskiem na spacerek, lecz po każdym dniu walki stawałam się coraz słabsza i zmęczona, gdy zrobiłam sobie małą przerwę mama wchodząc do pokoju mówi, - masz straszne przykurcze kolan i ortopeda mówi że mogą się tych przykurczy pozbyć operacyjnie i w tedy może zaczniesz chodzić pomyślałam sobie jest kolejna szansa może Się uda zgodziłam się. Nie bałam się operacji, bo miałam nadzieje że będzie lepiej, i jest lepiej, mam wyprostowane nogi, ale nie do końca, bo do końca nie mogli wyprostować, poruszam się lepiej na więcej mnie stać. Choć musiałam leżeć w gipsie 6 tygodni i było strasznie nie wygodnie wytrzymałam dałam radę, po wyjęciu mnie z gipsu czekało mnie piekło rehabilitacji, było strasznie bolało potwornie lecz dałam radę bo chciałam dać radę i się udało po wyczerpującej rehabilitacji mój stan zdrowia poprawił się…
czwartek, 4 sierpnia 2011
Jestem niepełnosprawnym luzakiem
środa, 3 sierpnia 2011
Niepełnosprawny dąży do celu.....
Niepełnosprawność a randki
.
Witajcie!!!
Mój serdeczny kolega Kamil C. zaproponował mi współtworzenie tego bloga. Może zacznę tak. Jestem niepełnosprawny.... ale to jest nudne. Lepiej powiem Wam, że należę do grupy "Zielono mi". Ta grupa zrzesza osoby takie jak ja, a także wszystkich niepełnosprawnych, którzy chcą poznać inne osoby z podobnymi schorzeniami do swojego lub mają jakieś problemy. Na spotkaniu obecny jest psycholog, który służy radą. Właśnie tam dzisiaj idę na 17:30. Lubię czytać książki, więc pójdę też do biblioteki coś wypożyczyć. Ach wakacje jakie wy jesteście spoko. Wy też jesteście spoko. No to bywajcie, do kolejnego spotkania. Bye.niedziela, 24 lipca 2011
Przemek do Czytelników
czwartek, 23 czerwca 2011
Wierzę w siebie
Jak to jest nie mieć rąk? - pewnie niektórzy chcieliby wiedzieć. Jak się żyje bez rąk? Odpowiem te na pytania krótko, bo dłuższe odpowiedzi nie przychodzą mi teraz do głowy. Nie mieć rąk wcale nie jest takie straszne, jak się wydaje. Natomiast życie bez rąk jest takie samo jak życie z rękoma - tyle że bez rąk. Banalne - powiedzie. Być może.
Kończę trzeci rok studiów. 1-ego lipca piszę egzamin licencjacki. Kiedy go zdam, będę miał wyższe wykształcenie. Co prawda to jeszcze nie magisterium, ale wszystko przede mną. Potem planuję doktorat. Zobaczymy, jak to będzie, bo być może moje plany ulegną zmianie.
Nie wierzę w przypadek. Wierzę w siebie i w to, że wiara czyni cuda. Jestem przekonany, że każdy z nas odpowiedzialny jest za swoje życie. Jeśli człowiek czegoś bardzo chce - osiągnie to. Tylko - przede wszystkim! - trzeba naprawdę chcieć! I działać. Tak więc: powodzenia!
środa, 22 czerwca 2011
Prawdziwa historia
Kiedy się urodziłam byłam cała sina płakałam 24 na dobę moja babcia, która stała się automatycznie moją kochającą mamą walczy o każdy mój samodzielny ruch od kiedy pojawiłam się u moich kochających dziadków w domu. Moi dziadkowie mnie zaadoptowali kiedy, trafiłam do domu, wyglądałam jak psychicznie chora, gdy ktoś podchodził do wózka dziecięcego, w którym leżałam ja. Od razu odchodzono od wózka i z litością patrzono na mój stan. Moi dziadkowie poszli ze mną do lekarza, ponieważ podejrzewali że coś się ze mną dzieje, bo byłam bardzo spastyczna przy każdym ruchu jaki mamo – babcia ze mną wykonywała np. kąpiel ubieranie itp. Podczas wizyty u lekarza ortopedy w czasie badania usłyszeli dziecko cierpi na porażenie mózgowe. Moi opiekunowie byli załamani, bo po raz pierwszy się spotkali z taką chorobą i nie wiedzieli co dalej ale z czasem się nauczyli się ze mną i z moją chorobą postępować...przy rehabilitacji strasznie płakałam będąc malcem, do dziś nie wiem dlaczego płakałam bez przerwy ale na szczęście moi adopcyjni rodzice są bardzo cierpliwi i kochają mnie taką jaka jestem. Dzięki Bogu uratowali mnie przed śmiercią i dzięki Bogu dziś mogę się podzielić z wami moją historią..;)
Kiedy Podrosłam troszkę nie zdawałam sobie sprawy z powagi sytuacji myślałam tylko o zabawie… dopiero od 15 roku życia zaczęłam myśleć poważnie o tym co się dzieje i jak z tym walczyć… zrozumiałam że to nie są już przelewki…zaczęłam stawiać czoło chorobie. Było ciężko nic mi nie wychodziło nawet z przekręcaniem się na łóżku miałam problemy, ze wszystkim praktycznie miałam problemy, nie mogłam nic zrobić na szczęście nie straciłam mowy więc mogłam tylko mówić, bolało mnie to bo chciałam coś zrobić sama z czymś sobie poradzić sama a nie mogłam…walczyłam, walczyłam a mimo to nic. Nie było poprawy załamałam się, bo widziałam i wiedziałam że moje starania nic nie dają powiedziałam, - mamie mamo ja już nie mam siły do walki jestem słaba i do kitu poddaje się !!! to załamanie trwało dwa lata. W czasie tego otóż załamania poznałam bardziej swojego przyjaciela dzięki któremu dałam radę się pozbierać i stać się twardą dziewczyną i nauczył mnie walki o swoje marzenia i nie pozwolił mi się załamać kolejny raz i tak naprawdę to dzięki mojemu przyjacielowi Postanowiłam dalej walczyć to on postawił moją psychikę na nogi i dzięki temu walczę do tej pory i dzięki Bogu i dzięki przyjacielowi wygrywam z chorobą
Więc i ty czytelniku się nie poddawaj dasz radę jeśli tylko masz przy sobie prawdziwych przyjaciół.
piątek, 10 czerwca 2011
Piekło rehabilitacji
Leżałem jak kłoda, ciężko było mi nawet się przekręcić. Gdy mój stan psycho – fizyczny uległ unormowaniu, tzn. przestałem mieć gorączkę i widzieć świat jak w krzywym zwierciadle, rozpoczęło się moje kolejne piekło. Piekło rehabilitacji.
....
....
....
czwartek, 2 czerwca 2011
Wiara, motywacja, działanie
Otóż nie, muszę niektórych z Was, jeśli myślicie podobnie, wyprowadzić z błędu, ale wcale tak nie jest: niepełnosprawność nie jest jedynym problemem Osoby z Niepełnosprawnością. Niepełnosprawność także w wielu przypadkach nie jest największym problemem OzN.
To, że nie mam rąk, przestało być dla mnie jakimś wyjątkowym problemem. Ba, powiem więcej, przestało to być dla mnie problemem w ogóle. W pewnym momencie w swoim życiu nie miałem wyjścia i musiałem przewartościować wiele pozytywnych wartości. Wtedy to właśnie postanowiłem, że będę szukał dobrych stron mojej sytuacji. Zacząłem skupiać się na pozytywach. Tak żyję do dziś. Ciągle pracując i umacniając w sobie to, co dobre.
Jest to temat rzeka. Na pewno napiszę o tym jeszcze nie raz. Ale pamiętajcie – to wszystko tylko wydaje się takie straszne i ciężkie, ale w praktyce wcale aż tak dużo nie waży. Wiara czyni cuda! A silna motywacja i konkretne działanie zawsze prowadzą do celu.
wtorek, 31 maja 2011
Czas na zwycięstwo !
Dziś pragnę powiedzieć wszystkim czytelnikom niebieskiego płomienia nie dajcie się zniszczyć łańcuchom niepełnosprawności te okropne łańcuchy są do pokonania mi się udaje! teraz czytelniku czas stanąć na ringu ze swoją chorobą i czas zwyciężyć czas na nasze zwycięstwo nie poddajmy się znokautujmy chorobę czas
start !!!!
piątek, 27 maja 2011
Bariera życiowa nie pokona silnych i wierzących w siebie.
To ja jestem panem swojego życia i losu i to ja decyduje i rozkazuje sobie samemu: wstań dasz rad pokonać niepełnosprawność
czwartek, 26 maja 2011
Koszmar, z którego nie da się zbudzić...
Trzy razy silniejszy
Człowiekowi idącemu przez życiową drogę zdarza się potykać. Czasem to potknięcie jest lekkie, słabe, małoznaczące, tak więc człowiek idzie dalej bez żadnych strat i negatywnych skutków. Ale bywa też tak, że potknięcie powoduje upadek. Człowiek się przewraca. I leży.
Upadek jest bolesny, sromotny w swoich skutkach. Leżąc, człowiek myśli, że to już koniec. Czuje, że przegrał swoje życie. Nie widzi możliwości, by wstać. Traci sens istnienia. Cała przyszłość widziana jest w diabelnie czarnych kolorach. Defetyzm i czarnowidztwo wypełniają go do szpiku kości.
Wydaje się, że nie ma wyjścia z takiej sytuacji. Człowiek myśli, że już na zawsze skazany jest na ból i cierpienie. Powoli umiera w nim nawet nadzieja na to, że kiedykolwiek ta sytuacja ulegnie zmianie. Tak zaczyna się prywatne piekło.
Ale, jak się okazuje po jakimś czasie i po setkach zmówionych modlitw, ból nie trwa wiecznie, on także kiedyś odchodzi. Do człowieka powoli wraca nadzieja. Potem pojawia się malutkie światełko na końcu tunelu. Człowiek powoli, z trudem wstaje i słabym krokiem zaczyna podążać w stronę tego światełka. Z każdym wątłym krokiem światełko staje się coraz większe. Choć minimalnie — jednak ciągle rośnie.
Potem kroki człowieka stają się coraz pewniejsze. Aż wreszcie mocno staje na nogach. Twardo czuje pod nimi grunt. Podnosi głowę, a całe ciało prostuje. Teraz idzie śmielej. Już z uśmiechem patrzy w przyszłość. Sens istnienia powrócił.
Teraz człowiek już wie, po co żyje, jaki jest powód jego przyjścia na ten świat. Dzięki temu, że upadł, a potem powstał, teraz jest dwa, a nawet trzy razy silniejszy. Świadomość tego, że tak mało jest rzeczy niemożliwych — dodaje człowiekowi wiary i przyprawia skrzydeł. Kiedy czuje na plecach skrzydła, a jego wiara rośnie — coraz mniej rzeczy jest dla niego niemożliwych. Aż wreszcie i to przestaje istnieć…
Można by pisać o tym długo. Co czuje człowiek, który powstaje po upadku — z podwójną, a nawet potrójną siłą. Ja, kończąc tekst, pozwalam sobie wkleić fragment książki autorstwa Paulo Coelho: Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.
środa, 25 maja 2011
Przesłanie do czytelników
wtorek, 24 maja 2011
Zdjęcia z warsztatów projektu "Uprzedź Uprzedzenia..."
miałem przyjemność uczestniczyć w dwudniowych warsztatach projektu „Uprzedź Uprzedzenia…”. Szersza relacja z tego spotkania powinna niebawem ukazać się w „Gazecie Edukacyjnej”. Dziś zamieszczam kilka fotografii, które w trakcie warsztatów wykonała Anna Rok. Dodam, że spotkanie to odbyło się w Warszawie.
Oto adres do bloga warsztatów:
http://uprzedzuprzedzenia.blogspot.com/
A poniżej zdjęcia…
(Zgadniecie, który to ja?)






















