Opowiem Wam moją historię. Edukację zacząłem w 1994 roku w szkole masowej. Na przerwie jakiś chłopak biegł popchnął mnie i się przewróciłem. Miałem zniszczone okulary i byłem poobijany. Moja mama poszła na rozmowę do mojej ówczesnej wychowawczyni, a ta stwierdziła, że ja nie nadaję się do tej szkoły. Według niej ja w ogóle nie nadaję się do szkoły. Mama się zdenerwowała i zaczęliśmy szukać szkoły integracyjnej, czyli takiej, do której osoby niepełnosprawne chodzą razem z tymi, którym nic nie dolega. Znaleźliśmy, to była szkoła na Retkini. Pani Dyrektor przyjęła mnie z wielkim entuzjazmem i zacząłem tam się uczyć. Potem było gimnazjum, liceum, a nawet studia. Najpierw licencjat z dziennikarstwa, a potem magisterium z filologii polskiej. Tak, tak jestem magistrem. Morał z tej historii taki, że nie należy się przejmować tym co ktoś do nas mówi. Trzeba dążyć do wyznaczonych sobie celów. Moim celem było osiągnięcie tytułu magistra i go osiągnąłem. Nie przeszkadzało mi, że jakaś baba mówi, że się do tego nie nadaję. Tak, tak kochani jeśli Was też ktoś deprymuje to olejcie go. Ważne jest to co Wy robicie, bo to Wasze życie.... Nara :)
oj Piotrek Piotrek, nie chwaliłeś się że masz bloga::) Happy
OdpowiedzUsuń