Do napisania tego tekstu zmotywowała mnie Sandra, a dokładniej Jej ostatni post zatytułowany: „Przesłanie do czytelników”. Młoda autorka napisała w nim o upadaniu oraz o tym, jak ważne jest, by po każdym życiowym upadku podnosić się. Sandra mówi, że jeśli upadniemy raz – powinniśmy wstać, by iść i walczyć dalej. Jeśli upadniemy po raz drugi, powinniśmy powstać, by walczyć z podwójną siłą. Jeśli zdarzy nam się upaść po raz trzeci – powinniśmy się nie poddawać, wstać i walczyć z potrójną siłą.
Człowiekowi idącemu przez życiową drogę zdarza się potykać. Czasem to potknięcie jest lekkie, słabe, małoznaczące, tak więc człowiek idzie dalej bez żadnych strat i negatywnych skutków. Ale bywa też tak, że potknięcie powoduje upadek. Człowiek się przewraca. I leży.
Upadek jest bolesny, sromotny w swoich skutkach. Leżąc, człowiek myśli, że to już koniec. Czuje, że przegrał swoje życie. Nie widzi możliwości, by wstać. Traci sens istnienia. Cała przyszłość widziana jest w diabelnie czarnych kolorach. Defetyzm i czarnowidztwo wypełniają go do szpiku kości.
Wydaje się, że nie ma wyjścia z takiej sytuacji. Człowiek myśli, że już na zawsze skazany jest na ból i cierpienie. Powoli umiera w nim nawet nadzieja na to, że kiedykolwiek ta sytuacja ulegnie zmianie. Tak zaczyna się prywatne piekło.
Ale, jak się okazuje po jakimś czasie i po setkach zmówionych modlitw, ból nie trwa wiecznie, on także kiedyś odchodzi. Do człowieka powoli wraca nadzieja. Potem pojawia się malutkie światełko na końcu tunelu. Człowiek powoli, z trudem wstaje i słabym krokiem zaczyna podążać w stronę tego światełka. Z każdym wątłym krokiem światełko staje się coraz większe. Choć minimalnie — jednak ciągle rośnie.
Potem kroki człowieka stają się coraz pewniejsze. Aż wreszcie mocno staje na nogach. Twardo czuje pod nimi grunt. Podnosi głowę, a całe ciało prostuje. Teraz idzie śmielej. Już z uśmiechem patrzy w przyszłość. Sens istnienia powrócił.
Teraz człowiek już wie, po co żyje, jaki jest powód jego przyjścia na ten świat. Dzięki temu, że upadł, a potem powstał, teraz jest dwa, a nawet trzy razy silniejszy. Świadomość tego, że tak mało jest rzeczy niemożliwych — dodaje człowiekowi wiary i przyprawia skrzydeł. Kiedy czuje na plecach skrzydła, a jego wiara rośnie — coraz mniej rzeczy jest dla niego niemożliwych. Aż wreszcie i to przestaje istnieć…
Można by pisać o tym długo. Co czuje człowiek, który powstaje po upadku — z podwójną, a nawet potrójną siłą. Ja, kończąc tekst, pozwalam sobie wkleić fragment książki autorstwa Paulo Coelho: Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.
Człowiekowi idącemu przez życiową drogę zdarza się potykać. Czasem to potknięcie jest lekkie, słabe, małoznaczące, tak więc człowiek idzie dalej bez żadnych strat i negatywnych skutków. Ale bywa też tak, że potknięcie powoduje upadek. Człowiek się przewraca. I leży.
Upadek jest bolesny, sromotny w swoich skutkach. Leżąc, człowiek myśli, że to już koniec. Czuje, że przegrał swoje życie. Nie widzi możliwości, by wstać. Traci sens istnienia. Cała przyszłość widziana jest w diabelnie czarnych kolorach. Defetyzm i czarnowidztwo wypełniają go do szpiku kości.
Wydaje się, że nie ma wyjścia z takiej sytuacji. Człowiek myśli, że już na zawsze skazany jest na ból i cierpienie. Powoli umiera w nim nawet nadzieja na to, że kiedykolwiek ta sytuacja ulegnie zmianie. Tak zaczyna się prywatne piekło.
Ale, jak się okazuje po jakimś czasie i po setkach zmówionych modlitw, ból nie trwa wiecznie, on także kiedyś odchodzi. Do człowieka powoli wraca nadzieja. Potem pojawia się malutkie światełko na końcu tunelu. Człowiek powoli, z trudem wstaje i słabym krokiem zaczyna podążać w stronę tego światełka. Z każdym wątłym krokiem światełko staje się coraz większe. Choć minimalnie — jednak ciągle rośnie.
Potem kroki człowieka stają się coraz pewniejsze. Aż wreszcie mocno staje na nogach. Twardo czuje pod nimi grunt. Podnosi głowę, a całe ciało prostuje. Teraz idzie śmielej. Już z uśmiechem patrzy w przyszłość. Sens istnienia powrócił.
Teraz człowiek już wie, po co żyje, jaki jest powód jego przyjścia na ten świat. Dzięki temu, że upadł, a potem powstał, teraz jest dwa, a nawet trzy razy silniejszy. Świadomość tego, że tak mało jest rzeczy niemożliwych — dodaje człowiekowi wiary i przyprawia skrzydeł. Kiedy czuje na plecach skrzydła, a jego wiara rośnie — coraz mniej rzeczy jest dla niego niemożliwych. Aż wreszcie i to przestaje istnieć…
Można by pisać o tym długo. Co czuje człowiek, który powstaje po upadku — z podwójną, a nawet potrójną siłą. Ja, kończąc tekst, pozwalam sobie wkleić fragment książki autorstwa Paulo Coelho: Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz